sobota, 31 grudnia 2016

[2016/2017] Podsumowanie i plany na 2017

Dobry wieczór moi kochani czytelnicy :)

Właściwie moi przyjaciele. Jak tam bawicie się w tą wyjątkową noc ?

Dla mniej dzisiaj wieczór podsumowań 2016 i planowania 2017 roku.

Ten rok był dobry - wiele się nauczyłam, poznałam wspaniałych ludzi ( wy wiecie o kogo chodzi) przeżyłam wspaniałe chwile z książkami dzięki organizowanym w internecie BookTour.

Napisałam książkę o objętości powyżej 400 000 znaków, wysłałam n wiadomości z zapytaniem ofertowym, Zaczęłam pisać kolejną . Szukam wydawcy. Jestem szczęśliwa sama ze sobą.

Co planuję na 2017 rok ?

Stać się debiutantem literackim. Marzę, by Lawendowe Nuty pojawiły się na półkach w księgarniach. Zobaczyć Metro ( co się chyba spełni, bo bilety na musical w Spodku mam:) ) Pojechac nad polskie morze i przejść się po plaży :)

Być z Wami i dalej pisać:)

Szczęśliwego Nowego Roku!!!


0

czwartek, 29 grudnia 2016

[INFORMACJA] ZNIKAM !

Kochani !

Przybywam tylko powiedzieć, że ZNIKAM.

Wrócę za jakiś czas, gdy nadrobię zaległości książkowe, skończę czytać BookTourową pozycję i odpocznę .

Trzymajcie się cieplutko.
2

wtorek, 27 grudnia 2016

[GRUDZIEŃ 2016] Święta, święta i po świętach

Dzień dobry kochani !

Jak tam po Świętach ? Czy pod choinką znaleźliście książki ?

U mnie niestety powrót do rzeczywistości, tej zawodowej jak i tej treningowej.

Za oknem pogoda nie zachęca do niczego, więc zatapiam usta w gorącej kawie i oddaje się pracy :)

Za kilka dni sylwester i nowy, oby lepszy 2017 rok. Macie jakieś postanowienia ?

Trzymajcie się cieplutko.
5

niedziela, 25 grudnia 2016

[INFO] Coś nowego od stycznia 2017

Kochani !

Przemyślałam wiele spraw - między innymi poruszane na blogu tematy.

Postanowiłam założyć oddzielnego bloga na tematy prywatne - tylko dla zaproszonych gości. 

Tam będę bardziej otwarta na tematy, których nie poruszałam tutaj ;)

Na razie - gdzieś do połowy stycznia - blog prywatny pozostanie otwarty.



Zapraszam na MÓJ PRYWATNY BLOG

Pozdrawiam. 


0

[Święta 2016] Czyli o rodzinnych chwilach.

Dzień dobry kochane !

Jak minął wczorajszy dzień ? Dużo dostaliście prezentów ? Najedzeni? Zadowoleni?

U mnie skromnie, bo tylko w rodzinnym gronie. Ja i moi kochani rodzice. Barszcz z uszkami, ryba, kapusta i tyle. A i kompot  z suszu.

Oprócz tego makowiec i sernik.

Błogi czas. Kolędy, światełka i spokój.

Pod choinką ( wersja alternatywna  do obejrzenia na moim instagramie) znalazłam perfumy (Si) i kopertę z kasą, na doposażenie mojej biblioteki. Rodzice dostali ode mnie ulubione miętowe pastylki w czekoladzie, płytę zespołu Queen i zestaw kosmetyków dla mamy.

Po wszystkim siedzieliśmy w salonie i popijając gorącą czekoladę  oglądaliśmy telewizję, aż do późnych godzin nocnych.


A jak wam minął ten dzień ?
0

sobota, 24 grudnia 2016

[Święta 2016] Życzenia



Pozwoliłam sobie też wybrać kilka muzycznych świątecznych motywów :)


1

piątek, 23 grudnia 2016

[PIĄTEK[ Do Świąt pozostał 1 dzień

Dzień dobry kochane !

Jak tam przedświąteczny piątek. ? U mnie od rana zamieszanie w kuchni - gotujemy barszcz, szykujemy farsz na pierogi.

Ja na moment wyskoczyłam do pracy , potem biorę torbę i lecę na trening, a potem już nie wychodzę z mieszkania.

W planach na dzisiaj to pieczenie makowca, sernika.


Jeżeli czasu wystarczy to nałożę też farbę na włosy, bo odrost już potężny :) Kontrast przy moim naturalnym blondzie i farbowanej czekoladzie jest duży :)


Co  zostało wam do zrobienia dzisiaj ? Dużo jeszcze ?


Trzymajcie się cieplutko i do napisania niedługo :)
2

czwartek, 22 grudnia 2016

[CZWARTEK] Do Świąt pozostały 2 dni

Goood Morning !

Jak tam ostatnie chwile przedświątecznego zamieszania ?

Ja złapałam wczoraj takiego doła, że nic tylko siąść i płakać... Tak powoli podsumowywałam ten rok i wyszło bidnie...

Nie spełniłam swoje marzenia w tym roku, może w przyszłym się uda .

Zaczęłam dbać o siebie - fitness, kosmetyczna, fryzjer.

Napisałam kolejną książkę, która mam nadzieje, zostanie wydana w 2017 roku. Jeszcze jedna się tworzy.

Jestem sama i póki co dobrze mi z tym.


Wieczorem jednak podniosłam się i pobiegłam na trening, po którym zrobiło mi się zdecydowanie lepiej.

U mnie już powolutku świątecznie -  byle do przodu.

Trzymajcie się kochani !!!
4

środa, 21 grudnia 2016

[ŚRODA] Do Świąt pozostały 3 dni

Dzień dobry kochane !

Jak minął wam wtorek ? U mnie mimo obaw wszystko się powiodło i wieczorem zabrałam się za ostatnie porządki w domu.

Po wczorajszym treningów dorobiłam się takiej energii, że mimo później pory mogłam góry przenosić.

Im więcej ćwiczę ,tym krócej sypiam. Wczoraj położyłam się grubo po 23,a wstałam wyspana już o 3.20 .


Z każdą chwilą czuję już zbliżające się Święta, a moja obecna Playlista to zdecydowanie pokazuje:)




Miłego dnia kochani ! Pamiętajcie o sobie, odpocznijcie w tej całej gonitwie.
5

wtorek, 20 grudnia 2016

[WTOREK] Do Świąt pozostały 4 dni :)

Dzień dobry kochani w tym przedświątecznym tygodniu :)

Jak tam przygotowania ? Prezenty kupione ? Zakupy porobione ?

Ja dzisiaj też ze stresem, bo przede mną kolejne OST i czuje, że znowu będzie klapa.

Ale nie przejmuje się tym :) W końcu wszystko wyjdzie na prostą :)




Czekam z niecierpliwością na te 3 dni spokoju. Będę leniuchować, zajadać się pysznościami i przede wszystkim regenerować się . Ostatni okres był bardzo trudny - nie o wszystkim chcę Wam mówić, bo wychodzę z założenia,że niektóre sprawy są zbyt prywatne .


Z niecierpliwością czekam też na pewnego maila :) Podejrzewam, że domyślacie się o co chodzi :)


Czekam też na piątek po pracy, gdy po powrocie do domu zabiorę się za pieczenie makowca - ja się tym od lat zajmuję :)

Trzymajcie się cieplutko i do napisania jeszcze przed świetami :)

P. S Jedyna piosenka, która trafia idealnie w Lawendowe Nuty :




3

niedziela, 18 grudnia 2016

[CODZIENNOŚĆ] Święta Bożego Narodzenia w mojej rodzinie

Witam was kochane w niedzielne przedpołudnie.

Jak tam przygotowania do Świąt ?


Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o tym jak wyglądały Święta w mojej rodzinie na przestrzeni lat i jak wyglądają teraz.





Mam dość liczną rodzinę, z którą obecnie nie utrzymujemy kontaktu. Przez lata spędzałam z rodzicami Święta u dziadków w Częstochowie, gdzie przy starym stole zasiadała cała rodzina. W kuchni zawsze było pełno, każdy przygotowywał coś innego, a my dzieci bawiłyśmy się w dużym pokoju, oglądając migające światełka.


Uwielbiałam te chwile, gdy zasiadaliśmy do Wieczerzy, każdy elegancko ubrany, a w tle leciały kolędy i pastorałki. Był to wyjątkowy czas.

Z roku na rok było nas coraz mniej przy stole. Kuzyni zakładali rodziny, spędzali ten czas ze swoimi najbliższymi. A my zawsze razem. Ja i mój dziadek, który przeżył tak wiele, że potrafił opowiadać o tym godzinami. Mimo,że dziadkowie mieszkali na obrzeżach miasta, zawsze mieli prezent dla mnie. Czy to lalkę Barbie, czy też słodycze, ale zawsze coś się znalazło.

W roku 2004 spędziłam przedostatnią Wigilię w Częstochowie. Byłam już wtedy starsza, a jednak w pamięci zapadł mi zapach przypraw korzennych , który dobiegał z kuchni. Siedziałam wtedy z dziadkiem i obserwowaliśmy padający za oknem śnieg.

Przy składaniu życzeń usłyszałam od mojego ukochanego dziadka słowa, które są m bardzo bliskie : żyj tak, byś tego nigdy nie żałowała.  Dostałam też piękny wisiorek z płatkiem śniegu.

Śmiałam się wtedy do niego, że za rok znowu będziemy tutaj razem. Kiedy opuszczałam Częstochowę pomachałam do niego i odjechaliśmy z rodzicami do domu.

Rok później mojego dziadka już nie było. Zmarł we wrześniu. Siedziałam na jego miejscu i czułam jego obecność. W nocy, gdy spałam w jego pokoju, coś zastukało w rury, a ja wyrwana ze snu ujrzałam piękne płatki śniegu. Wtedy zrozumiałam, że dziadek jest blisko mnie, chociaż go już nie ma.

Od trzech lat spędzamy Święta tylko we trójkę.

W tym roku podczas przygotowań świątecznych będę myślami z dziadkami, których bardzo kochałam. I dalej mam wisiorek, który zakładam na specjalne okazje.

A jakie są wasze Świąteczne historie ?



3

sobota, 17 grudnia 2016

[ZWYKŁA SOBOTA]

Dzień dobry kochane !

Jak tam przygotowania do Świąt ?  U mnie powolutku, chociaż w sklepach to już szaleństwo.

W poniedziałek wracam do pracy, na szczęście 4 dni, bo piątek mam wolny. Prezenty zrobione - kupiłam sporo drobiazgów, bo w jutro mama ma urodziny i dostanie ode mnie upatrzony w galerii granatowy szlafrok. Popakowałam wszystko, pochowałam do szafy i oby mi nikt nie grzebał. 

Siedzę właśnie przed komputerem z filiżanką gorącej czekolady, słucham Accantusa <3 i czekam na natchnienie do O jeden krok za daleko.

Dzięki sugestii Ani Dąbrowskiej postanowiłam Lawendę wysłać w jeszcze dwa miejsca, oby ktoś się odezwał, bo dotychczasowy potencjalny wydawca został przeze mnie zdyskwalifikowany za ogół sytuacji :)

Trzymajcie się cieplutko i pozdrawiam. 
2

czwartek, 15 grudnia 2016

[CZWARTEK] Chorobowo c.d

Witam Was kochani w czwartkowe przedpołudnie.

Czy u Was też jest biało ? U mnie od wczoraj powolutku sypie, ja wczoraj siedziałam w domu, a dzisiaj niestety musiałam wybrać się do przychodni po wynik RTG.

Teraz już w domu popijam gorącą herbatę i marzę, by spokojnie przespać całą noc, bo wczoraj spędziłam noc na siedząco z ręcznikiem przy twarzy.



Nie myślcie jednak, że marnowałam ten czas na bezsensowne rozmyślania o życiu. Na kołdrze laptop, mała lampka na parapecie i otwarty edytor tekstu.  Przez kilka godzin - tak gdzieś do 2 w nocy pisałam "O jeden krok za daleko" . Musiałam stworzyć sobie cały zarys tej historii, co by się nie pogubić .


Głównymi bohaterkami będę dwie młode kobiety - Alicja i Kalina.Przyjaciółki po piórze mieszkają razem w starej kamienicy w Warszawie. Kalina to spokojna dziewczyna z małego miasteczka, która tylko swoim talentem przebiła się do stolicy. Alicja od zawsze miała wszystko , bogatych rodziców, modne ciuchy, sportowy samochód. W pewnym momencie los skrzyżował drogi tych dwóch dziewczyn.

Jak się potoczą ich losy ? Czy pojawienie się mężczyzny w życiu przyjaciółek coś zmieni w ich relacjach ?

Pożyjemy - zobaczymy.


Pozdrawiam Was cieplutko.

9

środa, 14 grudnia 2016

[5 mil do szczęścia] Gwiazd naszych wina...

Witam Was kochane w środowe przedpołudnie .

Co porabiacie ?

Ja aktualnie paraduję po mieszkaniu w piżamie i próbuję coś robić, co by nie myśleć o kaszlu i kolejnej nieprzespanej przez niego nocy .

Obiecałam Wam kolejny fragment, więc zapraszam do czytania i komentowania, wszystkie uwagi mile widziane.






     Szymon nerwowo przechadzał się obskurnym korytarzem, który oddzielał salę konsultacyjną oddziału onkologii od reszty pomieszczeń. Przez szybę widział przerażoną Igę, która
siedziała przed zespołem specjalistów – onkologiem, chirurgiem, chemioterapeutą i radioterapeutą. Był wczesny piątkowy poranek. Konsylium miało zdecydować o najskuteczniejszej metodzie leczenia. Zmęczony oczekiwaniem zasiadł na drewnianej, chybocącej się ławce i przymknął na chwilę oczy.

     Lekarze od kilku już minut próbowali przekonać Igę do najlepszej metody leczenia, choć i w tym temacie nie byli w pełni zgodni. Przekrzykiwali się, wyrzucając z siebie co raz to gorsze powikłania, które były możliwe przy każdym sposobie leczenia.

– Nie zgadzam się na operację – odparła nagle, gdy już zamilkli. – Nie zgadzam się.

– Ale pani Igo, operacja daje największą szansę, zwłaszcza w połączeniu z terapią uzupełniającą – zdziwił się chirurg, wy-raźnie nie rozumiejąc twardej postawy swojej pacjentki. – Niech pani to jeszcze przemyśli.

– Nie zrozumiał mnie pan, doktorze – odrzekła Iga i wyprostowała się przyjmując pewniejszą postawę. – Nie chcę operacji oszczędzającej, bo wiem, że gdyby mojej mamie zaproponowano
od razu mastektomię, to najprawdopodobniej żyłaby teraz.

– Mastektomia? Chce się pani okaleczyć na całe życie? – próbował jeszcze przekonać Igę terapeuta. – Niech się pani jeszcze...

– Pani Igo, proszę podejść po spotkaniu do dyżurki lekarskiej na chirurgii, ustalimy termin operacji – odparł z kolei chirurg, gdyż zrozumiał, iż dziewczyna nie zmieni zdania. – Kończymy.

Wyszła z pomieszczenia bez słowa i od razu skierowała się ku schodom. Szymon w ostatniej chwili ją dogonił i ujrzał na jej twarzy pierwsze od długiego czasu łzy. Objął ją z całej siły i po-
całował. Otarła łzy i razem bez słowa zeszli na oddział chirurgii.

– Pani Igo, planowany termin operacji to dopiero druga połowa marca – oznajmił jej chirurg. – Ewentualnie w poniedziałek, bo pacjentka zapisana na ten termin była zmuszona go przesunąć.

– To ja poproszę ten poniedziałek – odparła Iga do swojego chirurga. – Będę gotowa, badania mam aktualne, a dobrze wiemy, że z każdym dniem zwiększa się ryzyko przerzutu.

Szymon pomógł jej założyć kurtkę, objął ramieniem i razem w milczeniu opuścili oddział. Wsiedli do samochodu i ruszyli w kierunku akademika.

– Jedź do pracy, chcę zostać sama – rzekła wysiadając z samo-chodu. – Muszę przygotować się mentalnie do zabiegu.

Włączyła pranie z najpotrzebniejszymi rzeczami, odpisała na wszelkie zaległe maile, popłaciła rachunki i przygotowała dla Szymona kolację – chciała spędzić z nim ten wieczór. Głęboko
z szuflady wyciągnęła nawet komplet seksownej bielizny – w końcu po operacji nie będzie mogła sobie na coś takiego pozwolić.

Kiedy wrócił z uczelni i otworzył drzwi mieszkania, nieomal padł z wrażenia. Na środku salonu stał stół nakryty białym obrusem, dwa krzesła, a w tle leciała cicha romantyczna muzyka.

Odwiesił kurtkę na wieszak, torbę postawił na szafce i ruszył do kuchni. Przy kuchence stała Iga, ubrana w obcisłą i krótką sukienkę, w piekielnie wysokich szpilkach i fartuszku niczym pani domu.

– Witam pana – rzekła głosem pełnym erotyzmu. – Kolacja za chwilę będzie gotowa.

Usiadł przy przygotowanym stole i nalał sobie wina. Obserwował, jak Iga walczy ze szpilkami krzątając się po kuchni.

Wyciągnęła z piekarnika aromatyczną pierś z kaczki, odstawiła mięso na blat i zajęła się dodatkami. Na talerzach znalazły się pieczone ósemki ziemniaków, szparagi z wody i smażone na maśle
jabłka. Po chwili ułożyła pokroje w plastry piersi – symbolika była oczywista – i podała chłopakowi talerz.

– Smacznego – rzekła, usiadła naprzeciwko niego i polała danie sosem z czerwonego wina i żurawin. – Jak w pracy?

– W porządku. Mieliśmy odprawę w związku z twoją nieobecnością, ale generalnie nudy. – Po tej krótkiej relacji Szymon włożył do ust kawałek mięsa i poczuł błogie uczucie. – Gdzie ty się
nauczyłaś tak gotować?

Po kolacji Iga wyciągnęła z zamrażalnika truskawki otoczone gorzką czekoladą. Szymon zebrał brudne naczynia i po chwili siedzieli w salonie, otoczeni cichą muzyką i blaskiem świec. Spora ilość alkoholu rozbudziła ich erotyczne żądze. Iga pozbyła się szpilek i pociągnęła chłopaka do tańca.

– Jesteś zmęczona? – spytał, gdy muzyka ucichła. – Może powinnaś odpocząć?

– Nie chcę spać, chcę tańczyć – odparła.

Wtuliła się w niego i odetchnęła z ulgą.

Kiedy obudziła się w jego sypialni, to po pierwsze uświadomiła sobie, że miejsce obok jest puste. Założyła jego koszulę,związała włosy i ruszyła do salonu. Szymon siedział w salonie na kanapie i popijał z dużego kubka kawę. Miał na sobie biały T-shirt, rozpiętą czerwoną koszulę i ciemne dżinsy.

Usiadła obok niego i wtuliła się.

– Dzień dobry, kochanie. Coś się stało?

– Rozmyślam o tym wszystkim, co przed nami – powiedział, po czym odstawił laptopa na blat biurka i podniósł się do pionu.

– Mam nadzieję, że wszystko się ułoży.

– Nawet nie wiesz, jak o tym marzę – odparła i założyła leżące na stoliku okulary. – Zjemy śniadanie? – spytała.

– Nie jestem głodny, ale przygotuję dla ciebie wszystko, o czym marzysz – rzekł Szymon, podchodząc do ukochanej. – Chyba, że nie myślisz tutaj o jedzeniu?

Iga tylko zachichotała, gdy mężczyzna składał pocałunki na jej szyi. Chęć na śniadanie zdecydowanie jej przeszła, ustępując innemu – o wiele milszemu uczuciu.

Po nietypowym śniadaniu Iga wróciła do siebie. Zebrała z suszarni pranie i bez zbędnych słów zabrała się za prasowanie i pakowanie torby do szpitala.

– Czy ktoś cię odwiezie? – spytała ją Agata. – Mogę poprosić Ankę albo Grześka, zastąpią mnie.

– Dziękuje ci, Agatko, ale poradzę sobie – odpowiedziała i wyciągnęła z szufl ady czystą bieliznę. – Będę potrzebować waszego wsparcia po operacji.

Agata podeszła do przyjaciółki i objęła ją z całej siły.

– Bardzo się o ciebie martwię. Przyjadę w poniedziałek wieczorem, zaraz po zajęciach.

Weekend minął zdecydowanie za szybko. Iga zamówiła taksówkę i kilka minut przed godziną siódmą, gdy wszyscy jeszcze spali, wyruszyła do szpitala. W izbie przyjęć było niewiele osób.
Rejestratorka szybko wywołała jej numerek i Zakrzewska ruszyła do okienka. Wyciągnęła z torebki skierowanie wraz z aktualnym dokumentem potwierdzającym ubezpieczenie. Kilka chwil
względnej ciszy i została pokierowana do pielęgniarki, która założyła jej opaskę na nadgarstek z danymi identyfikacyjnymi, a następnie zabrała na oddział chirurgii.

W tym czasie Szymon nie umiał znaleźć sobie miejsca. Sporo przed czasem wybrał się do pracy, aby zająć czymś myśli. W pracowni naukowej zakładu chemii organicznej kilka minut po
ósmej pojawił się kierownik

– Dzień dobry, panie Szymonie. Jakieś wieści od pani Igi?

Dawidowicz usiadł na taborecie i spojrzał na Krajewskiego.

– Cisza. – odparł. – Ale odwiedzę ją pod wieczór, aby upewnić się, czy wszystko w porządku.

Po wyjściu profesora Krajewskiego Szymon zajął się uzupełnianiem indeksów studentów i równocześnie sprawdzaniem kolokwium poprawkowego. Włożył słuchawki do uszu i zatracił się
w muzyce.

Na oddziale Iga ulokowała się z dwuosobowej sali. Pielęgniarka założyła jej wenflon, zrobiła elektrokardiogram i podłączyła kroplówkę z glukozą. Przebraną w szpitalną koszulę odwiedził
jeszcze chirurg, doktor Kwietniewski, wraz z anestezjolog, doktor Kożuchowską.

– Dzień dobry, pani Igo – przywitał się mężczyzna i podszedł łóżka. – Doktor Anna Maria Kożuchowska będzie czuwać nad pani stanem podczas zabiegu.

Lekarka podała dziewczynie rękę i usiadła na łóżku obok niej.

– Witam, pani Igo. Czy potwierdza pani wolę wykonania mastektomii? Czy jednak operację oszczędzającą? – spytała.

Zakrzewska zdjęła okulary i popatrzyła na specjalistów.

– Mastektomia to moja szansa na życie – potwierdziła. – Zróbmy to.

Kiedy skończyła się kroplówka, pojawiła się siostra Aniela.Przyniosła tabletkę zwaną w środowisku pacjentów głupim Jasiem. Iga wysłała ostatnie wiadomości, zdjęła okulary i po połknięciu pigułki ruszyła na blok operacyjny.

Pielęgniarka obłożyła pole operacyjne jałowymi chustami.Leżąca na stole operacyjnym Iga nagle straciła poczucie rzeczywistości. Z otchłani sennych marzeń wyrywały ją sygnały kon-
trolne od stojącej za stołem anestezjolog.

– Pani Igo, wszystko w porządku? – spytała doktor Kożuchowska. – Zaraz podamy anestetyki, może się trochę kręcić w głowie.

Podany przez lekarkę specyfik spowodował, że świat zawirował jak na karuzeli i po chwili Iga spała pod czujnym okiem specjalistów.

Trzy godziny, sto osiemdziesiąt minut, dziesięć tysięcy osiemset sekund. Tyle trwał pobyt Igi na sali operacyjnej. Lekko oszołomiona dziewczyna około godziny drugiej po południu, w asyście doktor Kożuchowskiej, powróciła do swojej sali. Jej współlokatorka spała właśnie po przebytym zabiegu.

– Siostro? – Iga z trudem zebrała siły, by poprosić o pomoc. –Mogłaby siostra podać mi telefon?

W odpowiedzi kobieta podeszła do niej i zmierzyła jej tętno.,

– Dziecinko, odpocznij – poprosiła. – Ktoś tam czeka na wieści?

– Mój przyjaciel, ostatnie połączenie jest właśnie od niego.

Siostra wybrała numer i podała aparat Idze.

– Dziękuję.



Szymon obserwował padający za oknem śnieg, gdy zadzwonił telefon. Wyciągnął z kieszeni spodni aparat i bez wahania odebrał połączenie.

– Szymon Dawidowicz, słucham? – podszedł bliżej okna i oparł się o granitowy parapet. – Słucham?

– Cześć, Szymek – usłyszał cichy, ale pewny głos Igi. – Już po operacji, żyję.

– Nie przewidywałem innego scenariusza – rzucił wesoło,

w głębi mocno oddychając z ulgą. – Wszystko w porządku?

– Tak, jestem słaba, ale trzymam się – odparła i nabrała powietrza do płuc, by dodać: – Przyjedziesz później?

– Obiecuję ci, że będę – rzekł spoglądając na zegarek. – Przyjadę około piątej.

Odłożyła telefon na kołdrę, chwila rozmowy kosztowała ją wiele energii. Siostra Aniela poprawiła kroplówkę, sprawdziła parametry i ruszyła do kolejnych pacjentek.

Około czwartej w sali numer dwa pojawił się doktor Kwietniewski. Ubrany w strój z bloku operacyjnego konsultował pacjentów pooperacyjnych.

Iga założyła okulary i delikatnie się uśmiechnęła.

– Dzień dobry, panie doktorze. Jak operacja?

Chirurg sprawdził parametry i w odpowiedzi puścił do dziewczyny oko.

– Wszystko w porządku, zmiana była niewielka i położona

głęboko w tkance. Jutro, jak pani odpocznie, to porozmawiamy o dalszym leczeniu. Wpadnę do pani z samego rana, a za dwie godziny pojawi się doktor Ania.

Po wizycie doktora Iga na chwilę przysnęła, Obudził ją pocałunek w czoło. Przed nią na chybocącym się taborecie siedział ubrany w zielony fartuszek Szymon.

– Cześć, długo jesteś? – spytała dziewczyna zakładając na nos okulary. – Jak na uczelni?

– Wszystko w najlepszym porządku – odparł, po czym wyciągnął z plecaka butelkę wody mineralnej i postawił ją na szafce obok łóżka. – Jak się czujesz?

Podniosła się delikatnie chcąc ulżyć kręgosłupowi.

– Chyba dobrze, dostaję spore dawki leków przeciwbólowych. Opowiadaj, jak moi studenci?

Miłą pogawędkę przerwał im alarm aparatury u sąsiadki Igi.

Na salę wpadła pani Ania wraz z zastępem pielęgniarek i wózkiem reanimacyjnym. Pielęgniarka z nocnej zmiany posadziła Igę na fotel i poprosiła, aby na czas działań ratujących życie opuściła
salę.

Iga okryła się szlafrokiem i poprawiła na wózku

– Podjedź do okna, proszę – poprosiła Szymona. – Chcę zobaczyć świat.

Chłopak bardzo delikatnie podjechał wózkiem pod okno. Padający śnieg uwidaczniał się jedynie w świetle latarni. Iga uśmiechnęła się spoglądając na ten obraz. Szymon usiadł obok niej i obserwował jej bladą twarz, obandażowaną klatkę piersiową, z której wystawał dren. Wyglądała na spokojną.

– Szukam cię wszędzie! – Nagle do ich uszu dotarł głos Agaty. – Gdzie się szlajasz?

Iga delikatnie się odwróciła i przyjęła buziaka na powitanie od Zawadzkiej.

– Hej, Agatka! Wyrzucili mnie z sali, więc siedzimy tutaj.

Trzydzieści minut później drzwi do sali numer dwa otworzyły się. W pierwszej kolejności wyszła pielęgniarka, która odwiozła Igę do pokoju. Łóżko po drugiej stronie pokoju było zasłonięte parawanem, a to znaczyło tylko jedno – kobieta zmarła. Iga wróciła na łóżko w towarzystwie Agaty i Szymona. Kiedy ciało zmarłej zostało zabrane, przy łóżku Igi pojawiła się pani doktor
– co było równoznaczne z pożegnaniem przyjaciół.

– Wpadnę do ciebie jutro – szepnął Szymon, całując czoło dziewczyny. – Śpij dobrze. Agata, odwiozę cię.

– Trzymaj się, kochana! – Agata wzięła kurtkę i ruszyła do

wyjścia. – Wpadnę w środę.

Chwilę po wyjściu przyjaciół Iga zasnęła pod wpływem leków.

W nocy na miejsce starszej kobiety pojawiła się osiemnastolatka po operacji wyrostka robaczkowego. Rudowłosa maturzystka – jak się potem okazało – bardzo ciężko przechodziła okres
pooperacyjny.

– Jak masz na imię? – spytała Iga, gdy dziewczyna nieco uspokoiła się. – Jestem Iga.

– Marzena – odparła rudowłosa i opadła bezsilnie na poduszki. – Przepraszam za moje zachowanie.

– Nic się nie stało, to naturalna reakcja organizmu – stwierdziła Zakrzewska podnosząc się z łóżka. – Odpocznij, jeszcze wcześniej.

Około ósmej, zaraz po porannym obchodzie, na oddziale pojawił się Szymon. Z uśmiechem przywitał Igę, przyniósł jej świeże rogaliki i sok pomarańczowy.

– Wpadłem rano, bo popołudniu mamy zebranie zakładowe

związane z tą konferencją w Sztokholmie – rzekł odkładając kubek na szafkę. – Dobrze spałaś?

– W miarę spokojnie – odparła i poprawiła się na brzegu łóżka. – Czekam na rozmowę z lekarzem.

Mężczyzna przysunął się bliżej.


– Od pielęgniarki wiem, że wszystko poszło wzorcowo – rzekł i wyciągnął z kieszeni bluzy czerwoną bransoletkę. – Zostawiłaś w fartuchu.

– Myślałam, że zgubiłam – ucieszyła się Iga i założyła sznureczek na nadgarstek. – Dziękuję.

Siedzieli tak w ciszy do dziewiątej. W końcu Szymon pożegnał się, zabrał rzeczy i zniknął. Iga zjadła śniadanie, pielęgniarka odłączyła kroplówkę i zaprowadziła do gabinetu zabiegowego,
gdzie czekał już doktor Kwietniewski.

– Dzień dobry, pani Igo, zapraszam – rzekł mężczyzna i wskazał Idze miejsce na kozetce. – Jak się pani czuje?

Usiadła na wskazanym przez chirurga miejscu

– W porządku, jestem generalnie obolała, ale leki przeciwbólowe dają radę. Jak to dokładnie wyglądało?

Lekarz zbliżył się do niej z uśmiechem.

– Jak już pani wczoraj wspominałem, guz był niewielki,gdyż miał wielkość ośmiu milimetrów – tłumaczył. – Był ładnie ukształtowany, zwarty. Po badaniu znacznikiem nie wykryto żadnych oznak rozsiewu nowotworowego, więc węzły pozostały nietknięte. Niech się pani położy, sprawdzę ranę.

Iga ułożyła się na wyściełanej zieloną flizeliną leżance. Chirurg założył rękawiczki, rozciął nożyczkami bandaż elastyczny, który okalał klatkę piersiową dziewczyny i delikatnie odchylił opatrunek. Wtedy uroniła trochę łez. Lekarz szybko podał jej ligninę i pomógł wstać.

– Proszę podejść ze mną do lustra – mówiąc to podał jej dłoń i doprowadził przed szklaną taf ę. – Niech się pani nie boi.

Iga niepewnie otworzyła oczy i zrozumiała, że nadal ma dwie piersi. W pierwszym momencie pomyślała, iż lekarze nie spełnili jej prośby, lecz po chwili ujrzała linie cięcia wokół brodawki.


– Rozmawiałem w piątek o pani przypadku z przedstawicielem firmy produkującej nowoczesne implanty piersiowe i na podstawie pomiarów dobraliśmy właśnie taki rozmiar – wyjaśniał lekarz i wyciągnął z szuflady biurka pakunek opisany nazwiskiem dziewczyny. – Guz był naprawdę niewielki i udało się zrobić mastektomię bez naruszania skóry, a po co ma za kilka miesięcy pani ponownie się operować? Pomyślałem, że zrobimy to w ramach jednej procedury.

Następnie stanął przy niej i podał jej specjalny stanik

– Dziękuję, doktorze – odrzekła nadal zdumiona. – Nie myślałam, że odzyskam pierś.

– Teraz poczekamy tylko na wynik histopatologii – uśmiechnął się do pacjentki. – Bądźmy dobrej myśli.

Kiedy wróciła na swoją salę, przy jej łóżku czekała ciotka Juli-
ta. Iga wpadła w jej ramiona.

– Dlaczego ja się muszę o twojej operacji dowiadywać od obcych? – spytała, ocierając łzy. – Wszystko w porządku?

Zakrzewska usiadła na łóżku i poprawiła koszulkę.

– Tak, w porządku. Przede mną najpewniej jeszcze chemioterapia, ale czuję się dobrze – odrzekła. – Mam nadzieję, że dziadkowie nie wiedzą?

Dwa kolejne dni minęły Idze głównie na odpoczynku. Kiedy w piątek rano, zaraz po obchodzie, lekarz poinformował ją, iż hospitalizacja została zakończona, z radości aż uściskała doktora
Kwietniewskiego. Przebrała się w dżinsy, luźną koszulę w czerwono-czarną kratę i kozaki. Gdy pielęgniarka wręczyła jej wypis wraz zaleceniami, w korytarzu ujrzała Szymona.

– Co ty tutaj robisz? – spytała, gdy podszedł do niej. – Nie dzwoniłam do ciebie.


– Inne dobre duszki dzwoniły – powiedział, po czym wyciągnął zza pleców bukiet i wręczył do pielęgniarce. – Dziękuję za opiekę nad moim kwiatuszkiem.

Objął ukochaną, wziął od niej bagaż i razem ruszyli do samochodu. Po drodze wykupili jeszcze recepty w aptece. Kiedy wrócili do domu, okazało się, że Iga jest tak osłabiona, że po chwili
rozmowy zasnęła. Po powrocie Agaty, Szymon pożegnał Igę w jej mieszkaniu i wrócił do siebie.

– Pokaż biust – rzuciła blondynka, wchodząc do pokoju przyjaciółki z kubkami gorącej herbaty. – Jaki rozmiar?

– Tak jak było – odrzekła, po czym rozpięła koszulę i odsłoniła opatrunek. – Jest jeszcze spuchnięty, ale wygląda dobrze.

Agata odstawiła kubek na stolik.

– Bardzo się martwił o ciebie. Szymon.

Iga zapięła ubranie i poprawiła na łóżku.

– Wiem, że się martwił. Kocha mnie. Ja go także.

Tydzień później Iga wróciła już do pełni sił. Oczekiwała jedynie na określenie typu nowotworu i dalsze leczenie. Znalazła nawet chęci, aby wrócić do pracy. Kiedy otrzymała wyniki badań
i z ust onkologa usłyszała, jak ma wyglądać cykl chemioterapii, pierwsze, co zrobiła, to poszła do fryzjera i z uśmiechem ścięła loki – z których perukarz miał przygotować odzienie na wypa-
dek, gdy włosy wypadną.

Weszła do polecanego w internecie salonu fryzjerskiego. Zdjęła kurtkę, podeszła do recepcji, gdzie młoda dziewczyna w czerwonych włosach wskazała jej wolne stanowisko i zawołała fry-
zjera. Chłopak po wysłuchaniu prośby Igi przygotował wszystko i zabrał się do roboty.

– A jaki kolor pani wybrała? – spytał. – Może blond?


– Chcę czerwień, ognistą –uśmiechnęła się, spoglądając na zdziwionego fryzjera. – Im żywsza, tym lepiej, bo włosy i tak wkrótce wypadną.

Po wizycie u fryzjera – już w nowym kolorze włosów – wybrała się na uczelnię. Ustaliła z szefostwem, że w miarę możliwości będzie kontynuować studia doktoranckie. Miała w planach cztery wlewy chemioterapii schematem ac co trzy tygodnie w czwartkowe przedpołudnia. Termin pierwszego wlewu ustalono na następny tydzień.

Sobotni wieczór – tak wyjątkowy, bo walentynkowy – spędziła na randce. Szymon kupił jej bukiet czerwonych róż, a po kolacji zaprosił na spacer. Dziewczyna w ramach spóźnionego
blisko o miesiąc prezentu urodzinowego podarowała mu markowy zegarek. Utwierdziła się też w przekonaniu, że dobrze wygląda w rubinowej czerwieni na głowie.

– Kocham cię – wyznała mu, gdy spacerowali po mieście. –Dziękuję, że jesteś przy mnie w tych trudnych czasach.

Objął ją z całych sił i złożył pocałunek przy świetle księżyca.Tak krótko się znali, a tyle już razem przeżyli.

Kiedy nastał czwartek, Iga przygotowała sobie w mieszkaniu wszelkie artykuły, które miały być jej potrzebne po wlewie. W zamrażalniku znalazły się różnorakie lody i mrożone soki, a w torebce, oprócz cukierków miętowych i iPoda, znalazła się także niebieska teczka z pracami studentów – a zatem leczenie pracą.

Pielęgniarka posadziła ją w ambulatorium, założyła wenflon i podłączyła pierwszy worek. W sali nie było zbyt wielu pacjentów. Iga rozłożyła fotel i włączyła muzykę. Dzięki temu, że zajmowała się tymi lekami na studiach podczas magisterki, wiedziała,czego się spodziewać. Ból, żyły, wypłukiwanie sodu, magnezu,potasu. Trzy godziny później było już na szczęście po wszystkim
i z ogromną reklamówką medykamentów wróciła do domu.

Gdy Agata i Szymon wrócili do akademika wieczorem, byli w szoku. Iga, zamiast odpoczywać po wlewie, zajęła się myciem okien, zmianą fi ranek i zasłon, a dodatkowo ugotowała barszcz
i napiekła krokietów z mięsem.

– Chyba muszę iść do tego jej chemika – szepnął Szymon do Agaty. – Bo ona to chyba zamiast leków dostaje dopalacze.

– Idź, idź, bo niedługo wymyśli remont – uśmiechnęła się Agata tylko do Igi. – Co na kolację?

– Barszczyk i ciepłe krokiety z mięsem, a w lodówce jest jesz-
cze galaretka z nóżek – rzuciła Iga, wycierając w serwetkę zabarwione od barszczu usta. – Jedz bo mizernie wyglądasz.

Kiedy pozmywała po kolacji i wyciągnęła pranie z pralki, dopiero wtedy poczuła, co przeszedł jej organizm. Założyła ciepłą piżamę i grube skarpetki, a następnie ulokowała się na łóżku
i włączyła telewizor, aby szybciej zasnąć.

Po kilku godzinach snu Agatę coś zaniepokoiło. Podniosła się z łóżka, założyła kapcie i wyszła z sypialni. W pierwszym momencie pomyślała, że to Iga odreagowuje w łazience wlew cytostaty-
ków, ale to, co zobaczyło, wprawiło ją w osłupienie. Jej najlepsza przyjaciółka ubrana w czerwoną flanelową piżamę, siedziała przy stole w kuchni i zajadała pozostawione w lodówce na dzień na-
stępny galaretki.

– Iga? – Agata podeszła do siedzącej dziewczyny. – Coś się stało?

– Jestem po prostu głodna. Czy to coś dziwnego? – uśmiechnęła się tylko, odkładając łyżkę na blat. – To przez te sterydy, które dostaję przy chemioterapii.

W tym samym czasie w mieszkanie obok Szymon siedział przed monitorem komputera. Z butelką piwa w dłoni po raz setny czytał maila, którego otrzymał.

‹Nadawca:› monika.staszewska@xxx.com

‹Temat:› Wróciłam i szukam.

Kochany Szymonie!!!

Minął rok od naszego ostatniego spotkania. Wiele się u mnie zmieniło od tego czasu. Chciałabym się z tobą spotkać i wyjaśnić to wszystko – tak poradził mi mój terapeuta.

Spotkajmy się.

Twoja na zawsze

Monika



Usunął maila i przymknął na chwilę oczy. Monika była miłością jego życia, lecz chorobliwa zazdrość zakończyła definitywnie ich związek. A teraz jego serce było już zajęte. Odstawił niedo-
pite piwo i położył się do łóżka – w końcu z samego rana miał jechać do pracy.
6

wtorek, 13 grudnia 2016

[CODZIENNOŚĆ]

Witam was kochane we wtorkowe przedpołudnie.

Wczoraj Lawendowe Nuty poleciały do kilku wydawnictw i teraz pozostaje mi oczekiwać na odpowiedź.

Od wczoraj również jestem na antybiotyku, a od dzisiaj na zwolnieniu lekarskim do piątku. Ot - niedoleczona infekcja sprzed dwóch tygodni. Tym razem pokazała pazurki w postaci zapalenia płuc.


Leżę więc sobie teraz w łóżeczku, okryta kołderką i popijając herbatę piszę kolejną historię . Tym razem "O jeden krok za daleko" .

Muzyka cicho leci w słuchawkach, chociaż akurat w O jeden krok za daleko będzie jej o wiele mnie niż w Lawendowych Nutach.

Będzie kontrowersyjnie, będzie wątek homoseksualizmu i biseksualizmu. Będzie wątek sponsoringu. Oj będzie się działo.

Greta Gulsen widziała już piosenkę przewodnią i chyba jej się spodobała ?

W tym tygodniu będę mnie aktywna na blogu, odpada nam muzyczny czwartek, ale może za to pokaże Wam kolejny fragment 5 mil do szczęścia ?

Są chętni.

Pozdrawiam was cieplutko.
1

poniedziałek, 12 grudnia 2016

[PROŚBA]

Dzień dobry kochani w poniedziałkowe przedpołudnie.

Co u Was kochani ?! Jak spędzacie takie dni jak dzisiaj ?

Dzisiaj prośba do Was krótka - potrzebuję dużo pozytywnej energii i trzymania kciuków - wysyłam Lawendę do kolejnych wydawnictw.

Oby któreś w końcu załapało i zechciało mnie wydać.

Pozdrawiam Was cieplutko i lecę słać, a potem pisać "O jeden krok za daleko ".


Pozdrawiam Was cieplutko.
4

niedziela, 11 grudnia 2016

[POLECAJKA] Greta Cafe

 Witam was kochani w niedzielny wieczór :)


Dzisiaj nietypowo przychodzę do Was z poleceniem pewnego bloga.

Jest to blog mojej przyjaciółki po piórze.

Greta to wspaniała kobieta, która tworzy historie z pasją. Pamiętam jak obie zaczynałyśmy - ona pisać "Jak feniks z popiołów", ja "5 mil do szczęścia". Mimo różnych sytuacji wspierałyśmy się i wspieramy na ten moment.

Wierzę, że książka Grety  przypadnie wam do gustu, bo wiem, że nie jest to zwykła paplanina. W tej historii jest wiele życiowych prawd, o których w obecnych czasach często zapominamy.

Tak więc już wkrótce szukajcie "Jak feniks z popiołów", a tymczasem zapraszam na jej autorskiego bloga

www.greta-cafe.blogspot.com

Pozdrawiam Was cieplutko i wracam do pisania :)

Wasza Róża: )
3

[TRUDNE SPRAWY] Zalety i wady samotności

Witam was kochani ponownie !

Jest niedziela , godzina 01.25. Nie śpię przez rozrywkowych sąsiadów - u których impreza zakończyła się wizytą policji i pogotowia.

Taka pora wpływa na to, że mam ochotę Wam coś więcej o swoim życiu opowiedzieć.

Jak już wiecie z poprzednich postów od zawsze jestem singielką .Jest mi z tym dobrze bo


- mogę żyć własnym życiem, chodzić w przyjaciółkami na kawy;
- mogę poświęcać czas swojej pasji; pisaniu książek;
- mogę spędzać czas wolny z rodziną, z psem;
- nie muszę podejmować trudnych decyzji np. gdzie spędzam wakacje;

Niestety jak każdy wybór ma też sporo wad:

- dla rodziców jestem dalej nastolatką, która z niczym sobie nie radzi;
- nie mam z kim iść np. na koncert czy do kina;
- czasami nie mam się komu zwierzyć albo wyżalić.

Ostatnio taka sytuacji. Kupiłam na marzec bilet na pewne przedstawienie w Spodku. Wszystko zaczyna się po 20 , a trwa 120 minut. W domu przy dobrych wiatrach będę przed 23. I co ? I już lament moich rodziców, że późno, że sama...Nie mam już słów

Ale przecież nie będę szukała chłopa na siłę, bo mi się trafi jakiś wybrakowany model:)

Jak się pojawi, to fajnie, a jak nie to płakać nie będę :)

Jakie jest wasze zdanie na ten temat ? Czy 27-lat to już staropanieństwo ?
2

sobota, 10 grudnia 2016

[TRUDNE SPRAWY] Poszukiwanie wydawcy ?

Witam was kochani w sobotnie popołudnie .

Co porabiacie ? Jak przygotowania do Świąt ?

Dzisiaj wpis z tematów trudnych. Podejrzewam, że tym postem strzelam sobie w stopę albo w kolano.

Wczoraj o 23.55 postawiłam ostatnią kropkę w Lawendowych Nutach.

Teraz przede mną trudne chwile - poszukiwania wydawcy dla książki.

Zresztą wydawcy poszukuję już od kilku miesięcy, gdy to dotarłam do takiego momentu w Lawendowych Nutach, że wiedziałam iż czas na to nadszedł. Dokładnie pierwszego lipca rozesłałam oferty do większości wydawnictw w Polsce, wysłałam zresztą nawet do jednego z tym, co wydają głównie za współfinansowanie.

Wysłałam i w sumie nawet nie myślałam o tym, bo były wakacje, potem powrót do pracy i nawet nie zaglądałam na maila. W końcu zasiadłam i zerkam - o, ktoś odpisał. Oczywiście wydawnictwo ze współfinansowanie.

Wychwalanie Lawendy pod niebiosa, że wciągające, że lekkie i przejmujące. Podobali im się bohaterowie, i wszystko by było super, ale ...
Ale jestem osobą anonimową, więc mogą mi zaproponować tylko wydanie ze współfinansowaniem autora. Kwota taka i taka, warunki takie i takie.

Fajnie, że ktoś w ogóle chce mnie wydać, ale na ten moment brak wolnych środków. Proszę o czas do zastanowienia i obiecuję, że odezwę się  jak tylko Lawenda się napisze.

Przeglądam oczywiście internety i widzę, że wydawnictwo ma dość niepochlebne opinie. Zostawiam ich jednakże jako koło ratunkowe jak już nikt nie  będzie chciał mnie wydać.

Tak więc miesiące mijają, a skrzynka pusta. Człowiek się  męczy, dopracowuje i poprawia, dopisuje, usuwa i tworzy. I nic.

Przeglądam ofertę z wydawnictwa X - oj nieładne kruczki prawne, kary umowne, a o ich obowiązkach prawie nic. Łapię doła, bo staram się stworzyć coś dla Was, a nie wychodzi.

Co by było śmieszniej - dokładnie w tym samym czasie moja przyjaciółka po piórze również rozsyła swoje "wypociny" . Odpowiadają jej trzy wydawnictwa - oczywiście wszystkie ze "współfinansowaniem" autora . Pierwsze z nim - nazwijmy je na potrzeby Y bardzo szybko przesyła nawet umowę - bardzo ogólną, właściwie nic nie mówiącą o zabezpieczeniu majątkowym Autora. Są nastawieni na wydanie i tyle.

Wydawnictwo X odpisuje wiele tygodni później, kwota sporo wyższa niż u Y, umowa niby bardziej dopracowana, ale już wiemy ze X  nie dba o promocję, a wiemy też, że podstawą sukcesu jest dobra promocja. W biegiem czasu i próbą negocjacji stawki, wydawnictwo X ewidentnie zbywa G. Y jest skłonne negocjować umowę i zawrzeć w niej poprawki.

W między czasie do koleżanki odzywa się wydawnictwo Z. Oferta standardowa, a cena jak z kosmosu. Odpada.


Koleżanka jest zdecydowana na wydawnictwo Y.

Ja póki co czekam do końca roku , jeżeli nikt się nie odezwie, to również prawdopodobnie wydam w Y.

Średnio za wydanie historii liczącej ok. 400 000 znaków wydawnictwa proszą o 5,5 - 6 tyś złotych polskich. Kwota jak na osobę zarabiającą najniższą krajową spora - byłabym skłonna ją wydatkować, licząc ze książka się sprzeda. To prawie roczne moje oszczędności, i gdybym miała pewność, że wydawnictwo czy to X czy to Y dołoży starań korektorsko-redaktorskich czy też promocyjnych, wzięłabym i zerwała lokatę i zamiast  w banku pieniądze wydałabym na wydanie. Ale czy to ma sens?

Stawki z każdej sprzedanej książki są marne, aby się zwróciło to musiałabym sprzedać ich naprawdę dużo. Chciałabym abyście wiedzieli, że mam naprawdę dylemat, bo nie jest to taki pikuś. Jest jedna zaleta tego oczekiwania . Szkolę swój warsztat, tworząc kolejną historię - tym razem z wątkami autobiograficznymi.

Chcę abyście mieli świadomość, że może się tak zdarzyć i Lawendowe Nuty nigdy nie zostaną wydane, że jedynym miejscem istnienia historii Zosi i Kuby będzie ten blog.

Trzymajcie kciuki, aby tak się jednak nie stało.

Pozdrawiam Was cieplutko i życzę spokojnego wieczoru .

*X,Y,Z to oczywiście znane wydawnictwa, nie chcę podawać nazw - uważam, że kto się ma domyśleć, ten się domyśli .,
4

piątek, 9 grudnia 2016

[MUZYCZNY PIĄTEK]Lawendowa Playlista


Obiecałam wam Lawendową Playlistę i oto ona :)

54 UTWORY MOCNO ZWIĄZANE Z HISTORIĄ ZOSI I KUBY :) ZACHĘCAM DO SŁUCHANIA










2

czwartek, 8 grudnia 2016

[TRUDNE SPRAWY] Czyli o temacie tabu w mojej rodzinie

Witam Was kochani w czwartek. Dzisiaj nietypowo, bo będzie pogadanka, a dopiero wieczorem pojawi się długa Lawendowa playlista.

Dziękuję Wam za liczne wejścia na stronę, co cieszy moje oczy.

Przejdźmy jednak do rzeczy- do tematu tabu w mojej rodzinie.


Jak wiecie mam dwadzieścia siedem lat i jestem singielką. Wiele lat temu przestałam być wierzącą praktykującą. Nie czuję potrzeby chodzić do kościoła, by porozmawiać z Bogiem. Czuję, że Bóg jest wszędzie, a finansowanie panów w sutannach nie należy do mojego obowiązku .

Na religię przestałam chodzić w trzeciej klasie gimnazjum, kiedy to odkryłam jakim su...synem jest mój katecheta. Akurat trafił się moment wywiadówki, więc pożegnałam pana katechetę. I było mi z tym naprawdę dobrze.

O moim "odwrocie" od Boga w rodzinie się nie mówiło. Babcia do śmierci nie wiedziała o tym wydarzeniu.

Tym razem jednak chcę powiedzieć Wam o swoim braku pociągu do facetów. Tak było od zawsze, w szkole kiedy moje przyjaciółki przeżywały pierwsze miłości, ja nie miałam takiej potrzeby, w podstawówce miałam przyjaciela, który chyba liczył na coś więcej, bo gdy zmieniałam szkołę pożegnał mnie czerwoną różą.

W gimnazjum byłam odludkiem totalnym, nie czułam potrzeby szukania sobie chłopaka. Wtedy najważniejsza była nauka. Potem liceum i znowu - Róża zawsze sama, koleżanki opowiadały o randkach , o pierwszych razach, a u mnie pustka - tak jakby temat facetów nie istniał.

W późniejszych latach miałam przyjaciela - z którym wyglądaliśmy na parę. Ale tak nie było . Przez rok moje otoczenie myślało, że jestem lesbijką - miałam wspaniałą przyjaciółkę, z którą konie mogłam kraść. Było nam dobrze, razem wychodziłyśmy na kawę, do kina czy nawet na krótkie wakacje. Po pewnym czasie nasz kontakt uległ rozmyciu - ona, obecnie jest szczęśliwą mężatką, a ja dalej jestem sama.

W moim domu nie mówi się o facetach , czasem tylko tato rzuci z żalem hasło -  z zięciem to on się chyba wódki nie napije. Mama martwi się ,że po ich śmierci będę sama jak palec  - jestem jedynaczką, a jedyna rodzina z jaką mam jako taki kontakt mieszka w Holandii. Liczę się z tym, że kiedyś jak będę chora to nikt nie poda mi nawet kubka herbaty. Ale co ja zrobię ,że nie pociągam facetów? Zresztą w obecności mężczyzn czuję się skrępowana, nieatrakcyjna .

Może to kwestia mojej wagi ? Moich problemów hormonalnych ? Mojej nieśmiałości ? Nie wiem . Ale czuje , że jak już się ten jedyny pojawi , to będę to wiedziała, a na razie cieszę się wolnością :)

Pozdrawiam Was kochani !


4

środa, 7 grudnia 2016

[RECENZJA] Mogę wszystko - Anita Scharmach

 Witam was kochani w środku tygodnia pracowniczego. Dzisiaj już środa, więc do piątku niedaleko.

Miałam wczoraj paskudny dzień - źle mi się pisało, nie umiałam złapać wątku . Do tego zawalone OST i dół totalny. Ale po powrocie do domu, gdy miałam już schować się pod kołdrę i przeczekać chandrę, ujrzałam kopertę leżącą na biurku. Otwieram i co widzę ?

Przesyłka od Wydawnictwa Lucky. I już wiem co to jest :) Książka "Mogę Wszystko" Anity Scharmach.

Wzięłam więc się za siebie, zrobiłam sobie gorącej czekolady i zabrałam się za czytanie :)

Kilka informacji o książce :



Tytuł : Mogę wszystko

Autor : Anita Scharmach

Wydawnictwo : Lucky

Rok wydania : 2016

Liczba stron : 288


Opis z okładki
: Tatiana, zwariowana 40-latka posiadająca kochającą rodzinę, wiedzie ułożone i szczęśliwe życie. Odnosi sukcesy w pracy, wraz z najbliższymi przeprowadza się do wymarzonego domu. Wydaje się, że wszystko idzie po jej myśli. Do pewnego momentu.. Kobieta będzie musiała stawić czoło przeciwnościom losu, pogodzić się z tym co naszykowało dla niej życie. Wsparcie najbliższych pomoże jej przetrwać trudne chwile. 


Moje wrażenia :  Przyznam bez bicia, że z początku trudno mi się czytało. Nie do końca wiem jaki było powód - ale obstawiam narrację pierwszoosobową. Potrzebowałam kilku dobrym minut by się przestawić. Ale jak już się przestawiłam to poleciało ...

Tatiana to żona Tymona, matka trójki pociech - Jasia, Stasia i Tosi, oraz posiadaczka kota - w liczbie dwóch. Spełnia się zawodowo. Ma wspaniałą przyjaciółkę - Milenę.

W trakcie czytania Mogę wszystko poznajemy różne perypetie Tatiany. Od operacji ręki, poszukiwania kota, po przeprowadzkę, niespodziewane nowiny, aż do trudnych chwil. Wszystko tak jak w życiu. Zawsze kiedy wydaje nam się, że jesteśmy na prostej drodze do sukcesu, coś się knoci, sprawy się komplikują, a nasze życie nabiera szarej barwy. Wtedy warto mieć blisko siebie kogoś, kto nas pocieszy, nawet nie słowem , ale swoją obecnością .

Książka jest napisana prostym językiem, bez zbędnych udziwnień, co zdecydowanie działa na jej plus. Losy Tatiany wciągają na tyle, że człowiek przewraca kartki z wypiekami na twarzy.

Podsumowując :  Historia Tatiany to historia jaka może się wydarzyć każdemu z nas. I chociaż zdarzają się gorsze dni, to zdecydowanie warto żyć.


Za możliwość zapoznania się z  "Mogę wszystko" dziękuje Wydawnictwu Lucky.



3

wtorek, 6 grudnia 2016

[ 5 mil do szczęścia] Nie tego chciałam !


Witam was ponownie.

Przybywam z kolejną częścią 5 mil do szczęścia.

Miłego czytania.


Obudził ją silny ból z tyłu głowy. Z początku wydawało jej się, że to tylko migrena, z którą miała do czynienia już od dłuższego czasu. Wyciągnęła z szuflady niewielką kosmetyczkę w kolorze kawy z mlekiem, gdzie trzymała najpotrzebniejsze lekarstwa. Wyłuskała jedną tabletkę i popiła wodą, która stała na nocnej szafce.


– Iga, w porządku? – drzwi do pokoju uchyliły się i w pomieszczeniu pojawiła się Agata. – Idziemy do sklepu?


– Aga, ja na razie zostanę w domu – odparła i położyła się wygodnie na łóżku. – Ale obiecuję, że jak wrócisz, będę już w formie. Listę zostawiłam w kuchni na lodówce.


– W porządku, odpoczywaj.


Następnie Zawadzka przymknęła drzwi i po cichu skierowała się do kuchni.


Szymon sprzątał w mieszkaniu – ot zwykłe domowe czynności. Chociaż na stole w salonie leżała sterta niesprawdzonych prac kolokwialnych, nie umiał się za nie zabrać. Schował kartki do teczki, którą następnie ustawił na regale. Włączył czajnik i zagotował wodę na kawę. Otworzył okno, mimo iż na dworze było blisko minus piętnaście stopni. Potrzebował z kimś pogadać, jednakże jedyna osoba, której byłby skłonny się zwierzyć, przebywała obecnie na nartach gdzieś w Austrii ze swoją obecną zdobyczą.


Zrezygnowany wyciągnął z szafy mocno zakurzony i dawno nieużywany dres, szybko w niego wskoczył i wybiegł z mieszkania, trzaskając drzwiami.


Po przebiegnięciu kilku kilometrów przypadkiem natknął się na Agatę. Z pobliskiego marketu taszczyła dwie siatki z zakupami na organizowanego w hotelu sylwestra. Wziął od niej siatki
i razem wrócili do akademika.


– Martwię się o Igę – rzucił gdy przemierzali zaśnieżone uliczki. – Wygląda blado, mam wrażenie, że coś ją trapi.


– Jest zmęczona, tak wiele pracujemy, a ona jeszcze ma te zajęcia z licealistami – rzekła Zawadzka, przystanęła przy jednej z ławek i odetchnęła. – Była ostatnio u lekarza, ma dobre wyniki.


Pomógł jej wnieść zakupy do mieszkania, a gdy przemierzał korytarz z kuchni do wyjścia, zajrzał przez uchylone drzwi do pokoju Igi. Dziewczyna stała przed lustrem ubrana we flanelową piżamę z wałkami na włosach. Pchnął delikatnie drzwi i wszedł do pokoju.


– Hej, piękna! Dobrze wyglądasz.


– Dziękuję, za to ty bardzo seksownie w tym przepoconym dresie – uśmiechnęła się do niego i rzuciła w jego kierunku butelkę wody. – Przebierz się, a potem bierz do pompowania.


Mężczyzna puścił do Igi oczko i zniknął w holu. Ta zdjęła flanelowe odzienie, założyła czarne dżinsy i czerwoną koszulę w kratę.


– Zrobiłam tosty francuskie i kawę z mlekiem – odezwała się Agata, która stanęła w progu z talerzem grzanek. – Jak głowa?


– W porządku, to tylko migrena – odparła. – Wzięłam piguł-kę, prysznic i jestem jak nowa.


Po późnym śniadaniu dziewczyny zabrały się za przygotowanie poczęstunku na akademicki bal sylwestrowy. Z maseczkami na twarzy przygotowywały barszcz z pierożkami lub krokietami, muffi ny słodkie i wytrawne, a Duśka, doktorantka w zakładzie chemii analitycznej, a zarazem koleżanka z piętra niżej, przyniosła dwa półmiski roladek z szynki i żółtego sera.


– Dobra, dziewczyny, to co? Widzimy się po 20.00? – spytaładla pewności.


– Tak. Do miłego! – uśmiechnęła się sztucznie Iga, gdyż silny ból głowy odebrał jej cały humor. – Pójdę zmyć maseczkę.


Zamknęła za sobą drzwi do łazienki, usiadła na wannie i próbowała opanować nieprzyjemne odczucie. Zmoczyła miękki ręcznik i położyła go sobie na karku. Kilka chwil w ciszy i spokoju pozwoliło się jej pozbierać. Zdjęła wałki z głowy i podpięła loki żabkami.


– Iga, żyjesz? – spytała Agata podchodząc do drzwi – Iga?


– Już wychodzę – wyciągnęła z koszyczka szminkę i pomalowała nią usta. – W porządku.


Wzięła ze stolika kubek z kawą i usiadła na krześle w kuchni. Agata zagrzała krokiety i podała je przyjaciółce. Iga włączyła radio i spojrzała za okno na zaśnieżone okolice. Cieszyła się, że ten rok w końcu się zakończy. Był to generalnie dobry rok, ale myślami była już w nowym 2015 roku.


Szymon stał przed lustrem w łazience i ćwiczył przemowę oświadczynową. Układał ją w głowie od momentu, gdy na górnej półce w szafie znalazło się czerwone serduszko od jubilera. W dłoni trzymał maszynkę do golenia. Uśmiechnął się spoglądając na wiszący na wieszaku garnitur. Bał się odmowy, lecz wiedział, że jeśli nie spróbuje, to nie dowie się, jak jest naprawdęmiędzy nimi.


– Tyś mym aniołem, uśmiechem i strachem, moim oddechem


– uśmiechnął się sam do siebie nakładając na twarz piankę do golenia – moim westchnieniem, moim sumieniem, a także spojrzeniem. Kocham cię od momentu, gdy malinowy połączył nas aromat. Chcę cię zapytać, czy zechcesz mnie na swego męża?


Dwadzieścia minut zajęło mu doprowadzenie się do stanu używalności. Następnie założył ciemne dżinsy, błękitny T-shirt i siwą bluzę z kapturem. Zasiadł ponownie na sofie, włączył telewizor i skakał po kanałach jak opętany. Znudzony brakiem interesującego programu wyłączył odbiornik, zdjął z regału teczkę i zajął się sprawdzaniem kolokwiów. Kreślił całe zadania czerwonym długopisem, nie zastanawiając się nawet nad drugim dnem wypowiedzi.


Około godziny dwudziestej ubrany w garnitur ruszył do sąsiedniego mieszkania. W przedpokoju stały już obie znajome doktorantki. Iga, ubrana w czerwoną sukienkę z mnóstwem cekinów, które połyskiwały w świetle lampy, kończyła wykładać na paterę muffiny i tartinki. Agata stała w salonie i poprawiała włosy.


– Hej, piękne – rzucił wesoło całując Igę w policzek. – Gotowe na ten jedyny wieczór w roku?


Agata weszła do kuchni i oparła się o ścianę:
– Zawsze i wszędzie – odparła równie wesoło. – A ty?


Zeszli na dół, gdzie przygotowano miejsce do zabawy i tańców, a przy ścianach w kształt litery U zostały ustawione stoliki z krzesłami.


– Masz wszystko? – spytała konspiracyjnie Agata, gdy Szymon podszedł do niej w trakcie zabawy. – Nie boisz się?


– Piekielnie się boję, chyba bardziej niż przy obronie pracy doktorskiej – uśmiechnął się spoglądając na siedzącą przy stoliku z Dagmarą Igę. – Ale co ma być, to będzie.


Nie zauważyli nawet kiedy czas zleciał. Do północy zostało kilka minut. Iga z Szymonem i Agatą, Dagmara z chłopakiem i reszta ekipy wyszli przed budynek hotelu, by obserwować pokaz sztucznych ogni. Mężczyzna objął ukochaną kobietę i razem wyczekiwali godziny dwunastej zero. W dłoniach trzymali kieliszki ze schłodzonym szampanem.


Kiedy rozpoczęło się ostateczne odliczanie, Iga poczuła kolejny raz silny ból głowy. W momencie gdy prezenter w telewizji życzył szczęśliwego nowego roku, czuła się tak źle, że upuściła nawet kieliszek. Przeprosiła Szymona i zdezorientowana wróciła do hotelu. Ze szpilkami w dłoniach wbiegła po schodach na piętro, do swojego mieszkania. Położyła się na podłodze w salonie i dopiero teraz do niej dotarło, co się dzieje.


Tuż obok pojawił się spanikowany Szymon.


– Iguś, kochanie! – wykrzyczał prawie. – Iga?


– Szymon, zawieź mnie do szpitala – powiedziała i podniosła się na rękach. – Szymon, ja nic nie widzę.


Posadził ją na sofie, otulił kocem, a sam zniknął w swoim pokoju. Wyciągnął z szuflady kluczyki od samochodu i portfel, a następnie wrócił do dziewczyny. Siedziała przerażona w takiej pozie, w jakiej ją zostawił.


– Jestem, zaraz pojedziemy do szpitala – uspokajał ją, po czym wziął z szafy ciepłą kurtkę i otulił nią dziewczynę. – Chwyć mnieza szyję.


Wziął ją w ramiona i ostrożnie zniósł do samochodu. Posadził na tylnym siedzeniu, przypiął pasami i odpalił opla. Do szpitala im. Rydygiera, który miał tej nocy dyżur, dotarł po dwudziestu minutach. Stanął na podjeździe dla karetek i wniósł przerażoną Igę na teren izby przyjęć.


Zza kontuaru wyszła pielęgniarka.


– Co się stało? – spytała. – Co z nią?


– Moja dziewczyna straciła wzrok – wyjaśniał Dawidowicz, po czym położył ukochaną na wózek i poprawił włosy. – Ostatnio narzekała na silny ból głowy.
– Jak się pani nazywa? – spytała siostra, wprowadzając wózek na salę segregacji. – Halo?


– Iga Zakrzewska – odrzekła dziewczyna, na chwilę odzyskując jasność umysłu. – Gdzie jestem?


Szymon usiadł obok niej i chwycił ją za rękę


– Kochanie, jesteśmy w szpitalu. Spokojnie, zaraz ci ktoś pomoże.


Pielęgniarka wezwała lekarza, a zawczasu pobrała krem na badania i podłączyła kardiomonitor. Z pomocą Szymona przebrała Igę w szpitalną koszulkę.


– Witam, nazywam się Piotr Wręczycki, jestem lekarzem –przywitał się nagle z Szymonem brunet z gęstą brodą, po czym skierował się do leżącej na łóżku Igi. – Jak to się stało?


– Od dwóch dni bolała mnie głowa, ale miewam migreny, więc po prostu poratowałam się lekami przepisanymi przez neurologa – tłumaczyła mu dziewczyna i zacisnęła mocniej jego dłoń.– Ale chwilę przez północą ból stał się na tyle silny, że upuściłam kieliszek.


Po tych słowach lekarz spojrzał w jej niereagujące na światło oczy.


– Dobrze, zabierzemy panią na tomografię głowy i podamy lek na uspokojenie. A męża poprosimy o uzupełnienie dokumentacji.


Pielęgniarka wraz z lekarzem zabrali Igę do pracowni tomograficznej, a Szymon zabrał się za wypełnianie ankiety. Mijały minuty, a dziewczyny dalej nie było. Około drugiej pielęgniarka odwiozła śpiącą dziewczynę do sali segregacji.


– Panie Szymonie, lekarz chciałby z panem porozmawiać – rzekła szeptem, nie chcąc budzić pacjentki. – Czeka w pokoju lekarskim.


Szymon odłożył marynarkę na krzesło i ruszył za pielęgniarką.


Lekarz siedział przy starym dębowym biurku, a w pomieszczeniu unosił się zapach świeżo parzonej kawy.


– Panie Szymonie, u pana żony zostało zdiagnozowane zapalenie nerwu wzrokowego – rzekł ze spokojem w głosie. – Podajemy jej glikokortykosteroidy i rano zbada ją zarówno neurolog, jak i okulista.


– Czy ślepota ustąpi? – spytał strapionym głosem Dawidowicz, gdy dotarła do niego treść diagnozy. – Czy mogę z nią zostać?


– Niech pan pojedzie do domu, spakuje rzeczy żony i przyjedzie rano, ona dostała silne leki nasenne – próbował go pocieszyć lekarz. – Wszystko się ułoży.


Szymon wrócił na chwilę na salę segregacji, zostawił pielęgniarce swój numer telefonu, ucałował spocone czoło Igi i odjechał w kierunku akademiku. Impreza trwała w najlepsze. Wszedł niezauważony do budynku i od razu skierował się do mieszkania. Wyciągnął z szafy w sypialni dziewczyny torbę i spakował najpotrzebniejsze rzeczy. Po chwili zniknął we własnym lokum,
przebrał się w dżinsy i sweter. Włączył telewizor, lecz widok zadowolonych twarzy zbytnio go irytował. Mimo zaleceń lekarzy wrócił do szpitala.


Kiedy obudziła się rano, nie bardzo wiedziała, co się dzieje. Myślała, że jest środek nocy, gdyż wszędzie było ciemno. Dopiero po chwili przypomniała sobie wszystko. Odliczanie, ból, szpital.


– Szymon? – spytała spanikowana ściskając z całej siły dłoń mężczyzny. – Szymon?!


– Jestem, spokojnie – podniósł się z krzesła i objął Igę. – Spokojnie, masz zapalenie nerwów wzrokowych, dostajesz leki.


– Boże, Szymon! – panikowała coraz bardziej, o czym świadczyły w dobitny sposób odczyty na kardiomonitorze. – Boję się.


Około południa w izolatce pojawił się neurolog w asyście doktora Wręczyckiego. Wszystkie badania wykonali na tyle szybko, by nie męczyć pacjentki. Diagnoza była niepewna, a rokowanie nieoczywiste.
– Szymon, musiałabym zadzwonić do dziadków – poprosiła Iga. – Wybierzesz mi numer?


– Dobrze, tylko krótko – odrzekł, po czym wybrał na telefonie numer i podał go dziewczynie. – Krótko. Poczekam na zewnątrz.


Kupił sobie kawę z automatu i usiadł na drewnianej ławce. Wyciągnął z kieszeni spodni telefon i aż zaskoczyła go spora ilość połączeń nieodebranych i sms-ów.


– Hej, Szymon! – Po drugiej stronie łącza usłyszał głos Agaty. – I jak oświadczyny?


– Agata, Iga jest w szpitalu – wyrzucił szybko z siebie. – Nie przyjeżdżaj, bo i tak jest zestresowana. Wrócę do domu, to ci wszystko opowiem.


Najpierw jednak wrócił na salę do Igi. Dziewczyna roniła łzy po rozmowie z dziadkami. Objął ją i bez zbędnych słów głaska po plecach.


– Iga, zjedz coś – próbował ją namówić na kilka łyżek ciepłej zupy – Zrób to dla mnie, proszę.


Była w szpitalu przez tydzień. W jednym oku wzrok stopniowo powracał, lecz drugie nie reagowało na leczenie. W końcu załamana wymogła na lekarzach wypis do domu. I już pierwszego dnia odwiedzili ją dziadkowie.


Kiedy pani Misia ujrzała wnuczkę w stanie załamania nerwowego, objęła czule dziewczynę.


– Panie Szymonie, dziękuję, że pan dba o nią – rzekł Antoni siadając naprzeciw mężczyzny. – Jak to się wszystko zaczęło?


W sypialni Iga wypłakiwała się w ramionach babci. Emocje z całego tygodnia, tak skumulowane, w końcu musiały znaleźć ujście.


– Babciu, ja się boję – szepnęła wtulając się w babcię. – Przecież to od utraty wzroku zaczęła się choroba mamy. Mówiłam o tym lekarzowi, mam się skonsultować z onkologiem mamy.


– Kochanie, na pewno wszystko będzie dobrze – uspokajała ją pani Kraszewska, bez zbędnych słów głaskając po plecach. – Masz Szymona, masz nas.


Szymon postanowił na moment opuścić Igę, zostawiając ją z dziadkami. Potrzebował odreagować ostatnie wydarzenia. Zamknął się w mieszkaniu, wyłączył telefon i oglądając mecz piłki nożnej zalewał swój organizm zimnymi procentami. Kilka dni temu miał się jej oświadczyć, a teraz ona walczyła najprawdopodobniej ze śmiertelną chorobą, która zabrała jej matkę. Poczuł, jak traci grunt pod nogami.
W poniedziałek rano obudził go dzwonek. Podniósł się z łóżka, poprawił palcami włosy i otworzył drzwi. Jego oczom ukazała się wyszykowana do pracy Iga. Miała przewieszoną przez ramię aktówkę na długim pasku, w drugiej dłoni trzymała drewnianą rączkę parasola.


– Czy ty nie widzisz, która jest godzina? – powiedziała z uśmiechem wchodząc do jego mieszkania. – Do pracy idziemy.


– Lekarze powiedzieli jasno, że powinnaś odpoczywać – odrzekł spokojnie zakładając leżące na sofie dżinsy. – A nie pracować.


– Mam dzisiaj seminarium ze studentami i zebranie zakładowe – mówiąc to szatynka usiadła na fotelu i spojrzała ponownie na przyjaciela. – Ubieraj się, a ja zrobię kawę.




Widząc, że nic nie wskóra, Szymon wyciągnął z szafy czyste ubrania i zniknął w łazience. Iga mimo wciąż słabego wzroku zabrała się za parzenie kawy i przygotowanie śniadania dla chłopaka. Pomyślała, że chociaż trochę się tym odwdzięczy.


Pojawił się w kuchni w samych dżinsach i ręczniku na ramionach.


– Pięknie pachnie – pochwalił. – Dziękuję.


– Ty też robiłeś dla mnie śniadania, jak byłam w szpitalu – odparła i podała mu talerz z kanapkami i filiżankę. – Sprawdziłeś pracę studentów?
– Tak, są w astralonie na parapecie – mężczyzna podał Idze teczkę i skradł pocałunek. – Na pewno wszystko w porządku?


– Tak, siadajmy do śniadania, bo czas nas nagli – Iga uśmiechnęła się do chłopaka i usiadła przy stoliku.


Po śniadaniu ubrał się do końca, wrzucił do czarnego plecaka teczki i po schowaniu telefonu do kieszeni kurtki wraz z Igą opuścił mieszkanie.


– Chodźmy spacerkiem – odezwała się, widząc, że kieruje się do samochodu. – Jest taka ładna pogoda.


– W porządku, ale otul się szalikiem – stanął przed drzwiami i poprawił jej czerwoną wełnianą czapkę. – Pięknie wyglądasz.


Nawet nie zauważyła, kiedy dzień pracy dobiegł końca. Siedziała w gabinecie swojego szefa i nerwowo pocierała materiał spodni. Była zdenerwowana, gdyż obawiała się reakcji profesora
Krajewskiego na wieści, jakie miała mu do przekazania.


– Przepraszam pani Igo, że musiała pani czekać – rzekł wchodząc do swojego jasnego pomieszczenia na końcu korytarza. – Jak się pani czuje?


– Lepiej, ale lekarze chcą przeprowadzić dogłębną diagnostykę, co będzie się, profesorze, wiązało z kilkudniowym pobytem w szpitalu. – Po tych słowach szatynka odetchnęła głęboko i popatrzyła na minę swojego szefa. – Położyłabym się w środę,a w poniedziałek wrócę do pracy.


– Pani Igo, niech się pani nie martwi o pracę. Zorganizuję zastępstwo, a pani niech o siebie zadba, w marcu szykuje się konferencja w Sztokholmie. Chciałbym, abyście państwo wraz z doktorem Dawidowiczem przygotowali opracowanie wyników,ale to omówimy po pani powrocie ze szpitala. Na razie niech się pani skupi na sobie.


– Dziękuje profesorze, to bardzo dla mnie ważne – Iga uśmiechnęła się do Krajewskiego. – Czuje się lepiej, wiedząc, że mam gdzie wracać.


W środę z samego rana na oddział chorób wewnętrznych odwiózł ją Szymon. Pomógł jej dopełnić wszelkich formalności i pożegnał pocałunkiem, gdy pielęgniarka odprowadziła ją pod drzwi oddziału.


– Zadzwonię już po badaniach – odezwała się. – Kocham cię.


– Czekam na zdrową ciebie – uśmiechnął się delikatnie i machnął dłonią. – Trzymaj się.


Poczekał, aż drzwi oddzielające oddział od reszty szpitalnego molochu zamkną się. Zszedł na dół i ściągnął ochraniacze na buty. Wsiadł do zaparkowanego na pobliskim parkingu samo-
chodu i ruszył przed siebie.


Pielęgniarka o imieniu Nina i pięknych blond włosach zaprowadziła Igę do dwuosobowej sali, gdzie jedno z łóżek zajmowała niewiele starsza od Igi kobieta.


– Witam, pani Basiu – zwróciła się pielęgniarka do pacjentki.


– Przyprowadziłam pani towarzyszkę.


Iga podeszła do współlokatorki i podała jej dłoń.


– Cześć. Iga.


– Baśka, komplikacje po chemioterapii – z uśmiechem zaprezentowała się dziewczyna w chustce w biało-niebieskie kwiaty.– A ty z czym?


– Bardzo prawdopodobne, że rak piersi – odrzekła Iga i ubrana w granatową piżamę usiadła na swoim łóżku. – Moja matka zmarła, kiedy byłam mała


Pielęgniarka poinstruowała Igę co do planu badań i zniknęła w głębi oddziału. Zakrzewska wyciągnęła z niewielkiej torby najpotrzebniejsze rzeczy i schowała je do szafki. Na blacie została tylko książka, telefon i butelka wody mineralnej. Po kilku minutach w dwuosobowej sali pojawiła się pielęgniarka, która zabrała ją na pierwsze badania.


Kiedy Szymon dojechał do instytutu, od razu dopadła go tam Agata. Była wyraźnie zaniepokojona.


– I co z Igą? – spytała nie pozwalając mu nawet się rozebrać. – Jak się czuje? Co podejrzewają?


– Agata, spokojnie – odrzekł, po czym odwiesił kurtkę na wieszak i włączył ekspres. – Pielęgniarka zabrała ją na oddział, zrobią badania i za kilka dni wyjdzie.


Zawadzka usiadła na swoim miejscu.


– Bardzo się o nią martwię – stwierdziła smutno. – Odwiedzę ją po pracy.


Przedpołudnie minęło Idze bardzo szybko – badania, testy, ankiety – tym żyła przez kilka poprzednich godzin. Basia opo- wiedziała jej ciut więcej o sobie i swojej chorobie. Jak się okazało,
była młodą mamą, gdy wykryto u niej guza na nerce. Po operacji i chemioterapii dostała wielu powikłań i obecnie walczyła z nie- wydolnością pozostałej nerki. Iga była w szoku, gdy w niewiel-
kiej sali pojawił się jej mąż z dwójką małych dzieciaków.


Zaraz potem wyszła z sali i na korytarzu spotkała Agatę z pudełkiem pączków.


W sobotę popołudniu Iga pożegnała się z Basią, wymieniając przy tym numery telefonów. Szymon odebrał ją spod szpitala i ruszyli na obiad do galerii handlowej. Miała czekać na telefon,kiedy tylko na oddział dotrą wyniki badań.



Po tygodniu zamiast telefonu od lekarki dostała list polecony, wzywający do stawienia się na oddział. I już w tym momencie wiedziała, iż plany zawodowe i osobiste będą odłożone na półkę,a priorytetem będzie walka o życie.
1

[CODZIENNOŚĆ] O tym co było, co jest i co będzie :)

Witam Was kochani we wtorkowe przedpołudnie.

Co u Was ? Byłyście grzecznie i Mikołaj was odwiedził ?

U mnie niestety remontowo - kujemy ściany - bo niestety przewody elektryczne położone 30 lat temu nie wytrzymują.

Korzystam więc z przestrzeni publicznej :) pisząc do Was właśnie w tej chwili :)


Dzisiaj chciałam Wam napisać o 5 milach do szczęścia, o Lawendowych Nutach i O jeden krok za daleko.


"5 mil do szczęścia" to jak mieliście się już okazję przekonać historia o miłości. Pierwszy zarys tej historii powstał dwa lata temu - wtedy miało mieć to formę blogowego opowiadania. Tytuł został wymyślony przez moją przyjaciółkę   Gretę Gulsen :) Jest to historia już skończona , licząca ponad 200 stron tekstu :)

"Lawendowe Nuty" to efekt mojej fascynacji muzyką :) Mogę powiedzieć otwarcie, że od wielu miesięcy jestem w związku z muzyką. Na początku "Lawendowe Nuty" miały być  "Bo ta miłość pachniała lawendą". Tutaj największą wagę odgrywa muzyka :)  Zresztą jak będzie  gotowa, to podam Wam całą playlistę, która jest naprawdę obszerna.

"O jeden krok za daleko" to nowa historia, która zajmuje obecnie moje myśli. Głównymi bohaterkami są dwie kobiety . Pochodzą z różnych środowisk, lecz marzenie mają podobne. Obie przenoszą się więc do stolicy i walczą o przetrwanie, z jakim skutkiem ? Tego jeszcze nie wiem, ale mam świadomość,  że będzie się działo, będzie kontrowersyjnie.

Pozdrawiam Was cieplutko i do napisania :)

P.S Kochani ! Jeżeli zamilknę na dzień lub dwa to znaczy iż wpadłam w wir pracy twórczej - czasem tak mi się zdarza, zwłaszcza jak się wkręcę w historię .


1

niedziela, 4 grudnia 2016

[5 mil do szczęścia] Niespokojny świąteczny czas

Witam Was w niedzielny wieczór.

Po raz kolejny przybywam do Was  z kolejnym rozdziałem 5 mil do szczęścia.

Zachęcam do czytania i komentowania :)

Listopad przeminął w oka mgnieniu. Nagle zamiast jesiennej pluchy na dworze Iga ujrzała pierwsze płatki śniegu. Nie uszły jej uwadze też zdecydowanie niższe temperatury. Ukochany czerwony płaszcz do połowy uda musiała zamienić na granatową ocieplaną kurtkę w futerkowym wykończeniem. Niestety zmiana pogody, jak i natłok obowiązków odbiły się również na jej zdrowiu. Coraz częściej, zamiast cieszyć się zbliżającymi Świętami Bożego Narodzenia, po powrocie z pracy przebierała się w ciepłą piżamę, zakładała szlafrok i chowała się w swoim
pokoju z książką w dłoni.



Tak właśnie było teraz. Był to dla niej pierwszy wolny weekend od listopada, bo w tamtym czasie nie tylko pracowała od rana do nocy, ale też często zostawała po godzinach, również w weeken-
dy. Spożywała właściwie tylko powszechnie dostępne energetyki i śmieciowe jedzenie. Im jednak bliżej było świąt, tym spokojniej robiło się w instytucie. Siedziała ubrana w ciepłą flanelową
piżamę i wczytywała się w książkę, typowo kobietą literaturę.



Nagle w pokoju pojawiła się Agata:

– Iga, wszystko w porządku?


– Wszystko w porządku – odparła, odłożyła na bok czytaną książkę i delikatnie uśmiechnęła się do przyjaciółki. – Coś się stało?



Agata usiadła obok przyjaciółki i okryła się kocem.

– Martwię się o ciebie. Gdzie ta wesoła dziewczyna, która po-trafiła na studiach całe dnie siedzieć w bibliotece, a potem iść na nocny maraton zakupowy?


– Tamta dziewczyna jest teraz na urlopie naukowym – odrzekła Iga i zdjęła czerwone oprawki okularów korekcyjnych. – Nie martw się, jestem po prostu zmęczona. Praca ze studentami, pi-
sanie artykułów, zajęcia. Odpocznę kilka dni i wrócę do normy.



– Zrobić nam kogel-mogel? – spytała blondynka podnosząc się z łóżka. – Bomba kaloryczna dobra na wszystko.



– Jasne.



Chwilę później dziewczyny siedziały na łóżku Igi, czytając babskie gazety i wcinając bardzo słodki przysmak.



– Jedziesz do dziadków na święta? – spytała Agata, gdy skończyła czytać. – Czy zostajesz w Krakowie?



– Nie wiem, ponoć Julita w tym roku urządza święta u siebie.



– Iga uśmiechnęła się na samą myśl spędzenia wigilii w Krakowie. – A ty?



– Ja zostaję w Krakowie, bo matka i jej nowy facet wymyślili sobie wyjazd do Tunezji. – Agata z odrazą mówiła o nowym partnerze matki, niejakim Konradzie. – Więc jeżeli będzie u ciebie miejsce, to...



– O to ci chodziło? – zaśmiała się Iga i oparła wygodnie na poduszkach. – Pewnie, że cię zabiorę ze sobą. Moja rodzinka cię uwielbia.



Nagle do drzwi ich mieszkania zapukał Szymon. Zaproszony przez Agatę wszedł do środka, ucałował w czoło Igę i zasiadł na brzegu jej łóżka. Był ubrany w szarą rozpinaną bluzę z kapturem i ciemne dżinsy, do tego miał dwudniowy zarost i trzymał laptopa pod pachą.


– Przyszedłem wam coś pokazać – powiedział, po czym otworzył urządzenia na kolanach i kliknął na jedną z wielu ikonek na pulpicie. – Dostałem to kilka minut temu od profesora Vincenta.
Oczom dziewczyn ukazało się pisemne zaproszenie do paryskiego Uniwersytetu na letni staż dla całej trójki.


– Paryż latem, moje marzenie – rzekła Agata, wyciągnęła się na łóżku i zaczęła chichotać – Boże Luwr, Pola Elizejskie, wieża Eiffl a.



– Kochanie, nie przeginaj, jak byłyśmy na stażu w Barcelonie, to ledwo zwiedziłyśmy miasto –przypomniała jej żartobliwym tonem Iga i uśmiechnęła się do Szymona. – Obawiam się, że Krajewski nie będzie zachwycony.



Pod wieczór Agata wyruszyła na samotny rajd po sklepach. Iga natomiast zrobiła zapiekanki hawajskie i wraz z Szymonem zasiedli na sofie w salonie. Właściwie on usiadł, a ona położyła głowę na jego nogach.

– Jakie masz plany na święta? – spytał bawiąc się kosmykiem jej włosów. – Kraków, Trójmiasto?

– Chyba Kraków, ciotka Julita urządza święta – powiedziała i ugryzła kawałek ciepłego Tosta, a resztę podała chłopakowi.

– A ty?

– Ja jadę jak zwykle do rodziców, będą dziadkowie i cała reszta rodziny – odparł Dawidowicz i oblizał usta z nadmiaru nadzienia. – Za to w sylwestra będą już tutaj.

Nagle dziewczyna zerwała się z sofy i biegiem znalazła się w łazience. Utuliła muszlę i wkrótce wylądowała tam cała zawartość jej żołądka.

– Iga?! Co się dzieje? – Szymon stał już pod drzwiami do łazienki, lecz do jego uszu zamiast odpowiedzi doszedł szum wody.

– Iga?

Dziewczyna siedziała na posadzce, oparta o wykafelkowaną wannę. Wyciągnęła z kieszeni szlafroka telefon i wysłała Agacie konspiracyjnego sms-a. Boże, jak mogłam o tym wcześniej nie pomyśleć, skarciła się w myślach. Podniosła się z podłogi, obmyła twarz i wyszła z łazienki. Szymon siedział w kuchni z przygotowanym kubkiem letniej herbaty. Podeszła do niego, wzięła zestołu szklankę i zasiadła na krześle. Była blada i w głowie już układała sobie, co mu powie. Ostatnie osiem tygodni stanowiło zwariowany czas: imprezy, minimalna dawka snu, wspomagacze z dużą dawką chemicznych uzupełniaczy, prawie zero zdrowych posiłków.


– Musiał mi zaszkodzić ten kogel-mogel z popołudnia – wyjaśniła, po czym napiła się herbaty i oparła na krześle. – Zresztą mam wrażliwy żołądek.


– Martwię się o ciebie – mówiąc to uklęknął przed nią i spojrzał w jej blade oczy. – Iguś?


– Pójdę się położyć – postanowiła i odstawiła kubek na stół.


– Do zobaczenia w poniedziałek.



Chłopak wziął bluzę z sofy i po chwili bez słowa ruszył do swojego mieszkania. Martwił się o Igę – bardzo mocno, choć skrycie, ją kochał.


Chwilę potem do mieszkania wróciła Agata. Wyciągnęła z kieszeni opakowanie testu ciążowego z apteki i podała je przyjaciółce. Szatynka zamknęła drzwi do łazienki. Kolejne kilka minut ciągnęło się niesamowicie.
– Negatywny – rzuciła Iga wychodząc z łazienki. – Ale i tak zaraz po świętach pójdę do ginekologa po tabletki.



– I dobrze, zwłaszcza że Szymon chyba ma ochotę na powtórki z rozrywki – stwierdziła Zawadzka.
Potem odwiesiła kurtkę na wieszak i uśmiechnęła się do przyjaciółki: – Połóż się, bo faktycznie wyglądasz niewyraźnie.



Iga zniknęła więc w swoim pokoju i zasnęła, rozmyślając o wszystkim, co do tej pory ją spotkało.
Niedzielę spędziła w towarzystwie swojej ciotki Julity Kraszewskiej, z którą uzgadniała szczegóły kolacji wigilijnej. Były to pierwsze święta jej ciotki w Polsce od wielu lat. Wcześniej spędzała je w Nicei, gdzie mieszkała z mężem. Tym razem, mimo ciężkiego okresu w pracy – spowodowanego w dużej mierze otwarciem własnej kancelarii i związanymi z tym wszelkimi formalnościami – poczuła się na siłach sama przygotować tradycyjne dwanaście potraw i zaprosić na kolację najbliższych.


– A jakie masz plany na sylwestra? – spytała Julita, popijając świeżo wyciskany sok z pomarańczy. – Spędzasz go z przyjaciółmi i tym przystojniakiem?


– Mówisz o Szymonie? – Iga podniosła nałożone na oczy waciki. – Nie wiem, jakie on ma plany, ponoć wybiera się na święta do rodziców, więc i tak...


– Dobry jest w łóżku? – Kraszewska uśmiechnęła się do siostrzenicy. – Bo obstawiam, że już to nie raz robiliście.

– Ciociu – zaczęła ją besztać Iga, ale po chwili sama zachichotała. – Szymon to fajny facet. Tyle.



W Wigilię z samego rana Iga i Agata ruszyły do niewielkiego domu na przedmieściach Krakowa, który należał do Julity. Od ulicy było wejście jedynie do wydzielonej na parterze kancelarii.



Ciemne hebanowe drzwi ze srebrną tabliczką z napisem „Kancelaria Adwokacka Kraszewska – Vadeleux” były jedynym kolorystycznym detalem, rzucającym się w oczy na tle śnieżnobiałych
ścian. Od podwórza było wejście do części mieszkalnej. Iga wjechała pod wiatę garażową i razem z Agatą wysiadły z samochodu.



Z bagażnika wyciągnęły blachy upieczonych poprzedniego wieczoru ciast: sernika krakowskiego, makowca i miodowca z dużą ilością orzechów.

– Dzień dobry, ciociu! – rzuciła Iga otwierając drzwi i wchodząc do przedpokoju.



W korytarzu pojawiła się jej krewna, ubrana w ciemne dżinsy, szary T-shirt i różowy fartuch:



– Dziewczyny! Nareszcie! Pomóżcie mi doprawić barszcz.



– Już idziemy! – krzyknęły dziewczyny, zdjęły zimowe kurtki i ruszyły z blachami do kuchni.



Po czarach dokonanych nad garnkami z wigilijnymi potrawami ciocia Julita zniknęła w łazience, by doprowadzić się do stanu używalności. Iga z Agatą natomiast zabrały się za przygotowywanie nakryć na przybycie gości. Na klasycznym drewnianym stole, który na okoliczność tej kolacji został przykryty białym obrusem, znalazł się zestaw obiadowy dla sześciu osób: oprócz Julity,
Igi i Agaty do kolacji zasiąść mieli także rodzice Julity. Oprócz tego znalazło się tradycyjne miejsce dla zabłąkanego wędrowca. Przy oknie stała żywa choinka ozdobiona pięknymi bombkami
i mnóstwem światełek. Gotowy był już kompot z suszonych śliwek i jabłek i wybrane trzy butelki wina do kolacji: riesling z Alzacji, Pinot Noir i Tokaj Aszu.



Na zegarze wybiła godzina piąta po południu. Po dziadkach Igi nie było jeszcze śladu.
– Pójdziemy się przebrać – rzekła Iga do ciotki. – Poradzisz sobie?
– Oczywiście, idźcie!


Szatynka pociągnęła więc przyjaciółkę i dotarły na piętro,gdzie znajdowały się pokoje gościnne, sypialnia Julity i sporej wielkości łazienka. Weszły do pokoju, który został im przydzielony. Na sofie leżały dwa czarne pokrowce z sukienkami na wieczerzę. Agata pierw-sza zniknęła w łazience, a Iga w tym czasie upięła swoje niesforne loki. Wymieniła też kilka intymnych sms-ów z Szymonem, który już poprzedniego dnia wyruszył do rodzinnego Wrocławia.


– Łazienka wolna, możesz iść – usłyszała po chwili głos Agaty.



Jej przyjaciółka miała teraz na sobie niebieską sukienkę z koronkowym wykończeniem przy dekolcie.
Po chwili obie młode kobiety zeszły na parter.



Kilka chwil później na posesji pojawił się srebrny Volkswagen Passat. Z samochodu wysiedli dziadkowie Kraszewscy: szczupła, starsza kobieta w dopasowanym płaszczu i lekko siwy mężczyzna.



– Dzień dobry, babciu, dzień dobry, dziadku – przywitała ich w przedpokoju Iga. – Odwieszę płaszcze!



– Iguś, pięknie wyglądasz! – rozpromienił się pan Antoni i ucałował swoją jedyną wnuczkę. – Czy to Agatka? Tyle czasu minęło, że cię z trudem poznaję
– Dzień dobry, panie Antoni – powiedziała blondynka i wzięła od babci Igi kolorowe torebki prezentowe: – Dzień dobry, pani Michalino.



Po powitaniach państwo Kraszewscy zasiedli przy stole, pozwalając córce i wnuczce przygotować ostatnie elementy. Punktualnie o osiemnastej wszyscy rozpoczęli kolację od tradycyjnego połamania się opłatkiem i życzeń.



– Siadajmy do kolacji – rzekła Julita, odkładając resztki opłatka na porcelanowy talerzyk. – Smacznego.



We wrocławskim rodzinnym domu Dawidowiczów kolacja wigilijna właśnie dobiegała końca. W skromnym, bo czteroosobowym gronie, Szymon z najbliższymi zajadali się upieczonym przez panią Mariannę makowcem. Kobieta, z zawodu transplantolog, musiała niestety opuścić rodzinę ze względu na wezwanie do pobrania narządu.


– Kochani, nie czekajcie na mnie – rzekła zapinając granatową bluzę. – Będę najwcześniej dopiero rano.


– Kocham cię, mamo – szepnęła do jej ucha siostra Szymona, Iza, studentka ASP. – Spokojnej pracy!


Kiedy po kolacji Iza zniknęła w swoim pokoju, Szymon z ojcem zasiedli w salonie z kieliszkami dobrego koniaku.



– Martwisz się czymś, synku? – spytał Janusz Dawidowicz. – Ojcu możesz powiedzieć wszystko.



– Poznałem jakiś czas temu kobietę, ma na imię Iga – zaczął i wyciągnął z kieszeni dżinsów telefon, by pokazać fotografię. – Jest trochę młodsza ode mnie.
– Wiedziałem, synu, że masz dobry gust – pogratulował mu ojciec i podniósł kieliszek do ust. – Będą z tego piękne dzieci. Ale masz jakieś wątpliwości?
– Nie mam, chciałbym się jej oświadczyć – odparł opierając się o fotel. – Ale obawiam się, że nie będzie to miało pozytywnego zakończenia.


Na to pan Janusz po raz kolejny opowiedział mu historię własnych oświadczyn, kiedy to za pierwszym razem jego matka, wtedy 18-letnia dziewczyna, powiedziała mu „nie”. I że mimo wszystko nie ustawał w staraniach o jej rękę, co doprowadziło do ślubu i narodzin dwójki wspaniałych dzieci. Chłopak zaśmiał się i po wypiciu jeszcze jednego kieliszka likieru kawowego zniknął w swoim pokoju.


Następnego ranka wyciągnął Izę na spacer po parku. Pozwoliło mu to nie myśleć o Idze, a przy tym zająć się trochę problemami swojej młodszej siostry.



Święta minęły Idze w przyjemnej, rodzinnej atmosferze. Jedynie, co jej dokuczało, to ból głowy, przez który zrezygnowała ze szkieł kontaktowych na rzecz okularów. Agata natomiast na
nowo odkrywała ze zdumieniem, że w święta może być przyjem nie. Odkąd zmarł jej ojciec – a było to jesienią 2005 roku – nie uczestniczyła w rodzinnych obchodach wszelakich świąt. Kiedy
miała 16 lat, wyjechała z okolic Mazur do Krakowa.



– Agatko, mam nadzieję, że jest ci z nami dobrze – rzekła pani Michalina podając dziewczynie kubek z gorącą czekoladą, którą doprawiła nalewką orzechową.
– Och, jest cudownie.
– A powiedz mi... czy Iga i ten chłopak z urodzin to coś poważnego?



– Pani Michalino, on ją bardzo kocha, tylko ona chyba tego nie dostrzega –uśmiechnęła się Agata, mocząc usta w aromatycznym napoju. – Ale niech się pani nie martwi, zadbam o to, by
to zauważyła.



Po trzech dniach świątecznego ucztowania Iga z Agatą wróciły do mieszkania asystenckiego. Na terenie kampusu było spokojnie, gdyż studenci mieli jeszcze przerwę świąteczną. Dziewczyny włączyły pranie, zaparzyły sobie gorącej i aromatycznej kawy,a następnie zasiadły w fotelach w salonie.



– Wiesz, Aga – zaczęła niepewnie Iga poprawiając się na fotelu. – Kiedy przez moment myślałam, że jestem w ciąży, to chyba dotarło do mnie, że Szymon byłby dobrym ojcem.
– Bo będzie. Za kilka lat będziecie rodziną z gromadką uśmiechniętych, lokowanych aniołków – uśmiechnęła się Zawadzka i odstawiła filiżankę na blat. – Iga, wiem, co mówię.



W odpowiedzi dziewczyna zamilkła, po czym podniosła się z siedziska i wyciągnęła z barku nalewkę orzechową.
– Nie wiem, czy będę chciała mieć dzieci. Wiesz, moja choroba jest dziedziczna, zachorowała moja mama i zmarła, jak byłam mała. Do tej pory mam przed oczami jej postać tuż przed śmiercią, wtedy gdy była już na morfinie.



– Iga to było kilkanaście lat temu, teraz wszystko jest lepsze –Zawadzka zakryła fi filiżankę, dając znać przyjaciółce, że nie chce kolejnej porcji. – Zobaczysz, będziesz miała męża, dzieci i dużego psa.



Szymon dojeżdżał do Krakowa, zadowolony głównie z tego, że niebawem będzie blisko swojej ukochanej. Zbliżający się wielkimi krokami sylwester miał być najlepszą okazją na oświadczyny.
Na miejscu pasażera siedziała Iza, którą Szymon zabrał ze sobą głównie dlatego, iż chciał, aby dziewczyna pomogła mu wybrać pierścionek zaręczynowy. Iza miała już dość pobytu w rodzinnym domu, gdzie każdy krytykował jej wybór, bo jak to możliwe,że córka lekarki i ekonomisty będzie plastykiem?



– Iza, pojedziemy teraz do sklepu jubilerskiego, a potem wsadzę cię w pociąg do Warszawy – postanowił Szymon, po czym zjechał z autostrady i skierował się do centrum handlowego. –Chyba że chcesz coś zjeść.
– Mirek czeka na mnie w Warszawie – uśmiechnęła się na myśl o spotkaniu z chłopakiem. – A może poznam tą twoją Igę?



– Ona jeszcze nie jest moja – rzucił nerwowo, z trudem panując nad samochodem. – Jeszcze nie moja.

Po południu Agata wybrała się na małe zakupy do centrum handlowego. Szukała butów do sukienki sylwestrowej. Kie- dy przechadzała się alejkami, ujrzała znajomą twarz Szymona w sklepie z biżuterią. Wybierał pierścionek zaręczynowy w towarzystwie jakiejś blondynki. Uśmiechali się. Niestety zbyt długo przyglądała się i ją zauważył.


– Agata, hej! – zawołał. – Chodź zobacz.
5
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.