sobota, 26 listopada 2016

[ 5 mil do szczęścia] Zakochanie z zaskoczenia

 Dzień dobryy !!!

Dziękuje Wam kochani za liczne wejścia na stronę :) Nawet nie wiecie jakie to dla mnie ważne, jeszcze milej byłoby mi gdybyście komentowali :)

Dzisiaj jeszcze jeden rozdział z 5 mil do szczęścia. 

Zachęcam do czytania i komentowania . Pozdrawiam.



    Samolot linii Easy Jet z Paryża wylądował na krakowskim lotnisku. Po chwili w hali przylotów pojawiła się Iga, opalona i zrelaksowana. Wracała z Nicei, gdzie mieszkała jej ciotka, Julita Kraszewska. Spędzała tam miesiąc każdego roku. Ubrana w niebieską sukienkę bez rękawów i sandały na koturnie tego samego koloru kierowała się do punktu odbioru bagażu. Po chwili trzymała już za uchwyt czerwonej walizki. Wyszła przez budynek i wsiadła do taksówki, która czekała na nią.

Za tym się stęskniłam, pomyślała Iga, gdy taksówka odjechała.

     Po kilkunastu minutach czarny mercedes zajechał pod budynek hotelu studenckiego.
Szatynka zapłaciła za kurs, a następnie wyszła z samochodu. Młody kierowca postawił u jej stóp walizkę i po chwili odjechał. Z brązowej torebki wygrzebała pęk kluczy i skierowała się do holu. Ze skrzynki na listy wyciągnęła plik kopert – w końcu od blisko czterech tygodni nikt nie wybierał zaległej korespondencji. Trzymając walizkę w ręce weszła na korytarz, którzy prowadził do mieszkania asystenckiego. Do lokalu obok ktoś się dopiero wprowadził, o czym świadczyły poustawiane przy drzwiach wejściowych kartony. Weszła do mieszkania, odstawiła walizkę i odetchnęła z ulgą Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

     Jej współlokatorka Agata przebywała jeszcze na urlopie z narzeczonym w Hiszpanii. Iga odsłoniła rolety w salonie, uchyliła okno i zajrzała do kuchni. Po krótkim przeglądzie szafek i lodówki zdecydowała się na krótkie zakupy w osiedlowym sklepie. Wzięła z koszyczka materiałową reklamówkę i ruszyła na zewnątrz. Delikatny, sierpniowy wietrzyk omiatał jej rozpuszczone loki. Ze względu na porę dnia i trwające wakacje akademickie, w okolicy nie było zbytniego ruchu. W niewielkich delikatesach wybrała świeże owoce i warzywa, białe mięso i soki. Przed nią był ostatni luźny weekend, bo od pierwszego września czekał ją powrót do pracy. Gdy znalazła się w mieszkaniu, zrzuciła z siebie niebieską sukienkę, którą kupiła jej ciotka w Paryżu, założyła krótkie spodenki i bokserkę, a włosy wysmarowała olejem kokosowym i upięła w koczka. W plastikowych japonkach z marketu stanęła przed blatem w kuchni i zabrała się za przygotowywanie kolacji – od wielu dni chodziła za nią kanapka z kurczakiem w stylu sub. Wyciągnęła z szuflady ostry nóż i zrobiła pierwsze cięcie.

     Kiedy w poniedziałek zadzwonił budzik, Iga niechętnie zwlekła się z łóżka. Wzięła z szafy przygotowany na ten dzień komplet, składający się z czekoladowej sukienki bez rękawów i jasnych balerin, a następnie ruszyła do łazienki. Włosy upięła w odwrócony warkocz, do uszu włożyła białe perełki, a na szyję założyła delikatny wisiorek. Do torebki włożyła telefon, notes i butelkę wody mineralnej. Wychodząc, ogarnęła jeszcze wzrokiem mieszkanie. Spacer do Instytutu zajął jej kilkanaście minut. Przywitała się z pracownikami administracji, wpisała do zeszytu wejść i spokojnie ruszyła na piętro, do Zakładu Chemii Organicznej, gdzie miała swój pokój. Uruchomiła komputer w celu wydrukowania pytań na kolokwium poprawkowe dla studentów II roku. Zaparzyła sobie kawę i punktualnie o dziewiątej wyszła z pomieszczenia.

    Kiedy zamykała drzwi, ktoś ją popchnął i cała pula kartek wylądowała na podłodze.
– Przepraszam panią bardzo – usłyszała głos zatroskanego mężczyzny. – Nie zauważyłem pani.
– Nic się nie stało. – Podniosła z podłogi papierki i wyprostowała się. – Szymon?
– Iga? – Dawidowicz uśmiechnął się do kobiety i podał jej klucz, który zostawiła w drzwiach – Ty tutaj?
– Pierwszy rok studiów doktoranckich. – Zakrzewska uśmiechnęła się wkładając klucz do kieszeni białego fartucha – A ty co tutaj?
– Pracuję od dzisiaj w zakładzie – odrzekł i wskazał głową na drzwi naprzeciwko jej pokoju. – Będziemy współpracownikami?
– Na to wygląda. – Dziewczyna poczuła się zakłopotana. – Szymon?

     W tym momencie w korytarzu pojawiła się grupa studentów na kolokwium. Iga odetchnęła z ulgą, pożegnała Szymona i wraz z nimi ruszyła do sali seminaryjnej. Cała grupa rozsiadła się zgodnie z instrukcjami doktorantki i kilka minut później w pomieszczeniu zapadła cisza. Punktualnie o godzinie dziesiątej studenci odłożyli kartki i długopisy. Zakrzewska zebrała prace i ruszyła korytarzem do swojego pokoju. Zostawiła uchylone drzwi, usiadła przy biurku i zabrała się za sprawdzanie. Kiedy zakreślała odpowiedzi, zobaczyła przed sobą talerz, a na nim dwa pączki.

– Pączki z konfiturą truskawkową. – Szymon uśmiechnął się do dziewczyny chcąc nawiązać do ich pierwszego spotkania – Mam nadzieje, że lubisz?
– Poczekaj, zrobię kawy. – Podniosła się z krzesła i podeszła do niewielkiego ekspresu. – I jak ci się tutaj u nas podoba?
– W porządku, chociaż mój pokój to jakieś zakurzone pudełko. – Dawidowicz usiadł na wolnym krześle i spojrzał na dziewczynę – Myślałem, że jesteś aktorką.
– A ja, że ty jesteś biznesmenem.– Iga postawiła na blacie biurka filiżanki. – Pozwolisz, że dokończę sprawdzanie prac?
Mężczyzna oparł się wygodnie i wziął leżące na stole czasopismo.
– Jasne, będę siedział cicho i podziwiał jak pracujesz – odrzekł.

    Iga uśmiechnęła się do siebie, wzięła teczkę z pracami studentów i zagłębiła się w udzielanych przez adeptów odpowiedziach. Kiedy oddaliła się od biurka w celu zweryfikowania jednej z odpowiedzi, usłyszała ciche „cholera”. Odwróciła się i ujrzała zakłopotanego Szymon, którzy trzymał w dłoniach pustą filiżankę kawy. Po chwili zorientowała się, że cała mała czarna wylądowała na blacie biurka, a w dużej mierze na pracach studentów. Rzuciła się z ręcznikiem, by zebrać płyn, lecz w efekcie tego zapisy na kartkach zrobiły się kompletnie nieczytelne. Zrezygnowana usiadła na fotelu wlepiając wzrok w Szymona.

– I co ja ma teraz zrobić? – spytała, biorąc do rąk resztki arkuszy. – Oni mają za dwa dni egzamin.
– To wpisz im wszystkim zaliczenie. – Dawidowicz odstawił filiżankę i z niepokojem spojrzał na znajomą. – Ja tak nie raz robiłem we Wrocławiu.
– Ale, Szymon, to nieetyczne.
Zamyśliła się na chwilę, w końcu wpisała na listę zaliczeń pozytywne oceny.
– To nasz sekret, ok?
– W porządku, sekret to sekret. – Szymon poprawił krawat i podniósł się z krzesła. – Nie będę ci już przeszkadzać, spokojnego popołudnia.
– Do zobaczenia jutro.

    Odczekała, aż wyjdzie, i powróciła do pracy. Nie zauważyła nawet, kiedy wybiła godzina czternasta. Wyłączyła komputer, zdjęła biały fartuch i ruszyła do wyjścia.

         Gdy dochodziła do drzwi, dogonił ją Szymon.
– Idziesz do hotelu asystenckiego? – spytał otwierając jej drzwi. – Chyba jesteśmy sąsiadami.
– To twoje kartony walają się po korytarzu? – mówiąc to dziewczyna rozpuściła włosy i wyciągnęła z torebki okulary przeciwsłoneczne. – No to będzie ciekawie.

     Po drodze wstąpili do baru z orientalną żywnością. Zabrali ze sobą kilka białych pojemników termicznych. Oboje nie mieli ochoty stać nad garnkami. Iga zaprosiła nowego współpracownika do swojego mieszkania. W salonie było czysto – w końcu poświęciła na porządki całą niedzielę. Zdjęła buty, odstawiła torebkę na stojącą w przedpokoju szafkę. Mężczyzna ruszył od razu do salonu, stawiając na drewnianym stole reklamówkę.

– Napijesz się lemoniady? Mam zimną w lodówce. – Zniknęła na chwilę w kuchni, by nalać czegoś zimnego. – Jak ci się podoba Kraków?
– Lemoniadę? Poproszę. – Dawidowicz otworzył pudełko i w pomieszczeniu uniósł się zapach tajskiej potrawy. – A co do Krakowa, niewiele jeszcze widziałem, dopiero w ostatnim tygodniu sierpnia się przeprowadziłem.
– To może po obiedzie pokażę ci kilka fajnych miejsc? – Weszła do salonu z tacą, na której stał spory przeźroczysty dzbanek z lemoniadą i dwie wysokie szklanki. – Jest ładna pogoda.
– Dobry pomysł, a teraz siadaj. – Wskazał jej na wolne miejsce naprzeciwko siebie – Opowiedz, co tak piękna kobieta robi w śmierdzącym laboratorium?
– Urodziłam się w Krakowie, w młodości przez wiele lat mieszkałam w Sopocie. – Uśmiechnęła się na wspomnienie ostatnich lat. – Ze względów rodzinnych na studia wróciłam do Krakowa i tutaj żyję. A ty?
– Ja? Jestem z Wrocławia, ale urodziłem się nad morzem. – Szymon odłożył szklankę z chłodnym napojem. – Skończyłem tam studia, zrobiłem doktorat i po obronie w związku z brakiem perspektyw rozwoju przeniosłem się tutaj.
– Czyli wybrałeś jeszcze większe bagno. – Iga uśmiechnęła się i poprawiła opadające kosmyki włosów. – Przekonasz się, że bycie pracownikiem UJ-tu to też nie taka łatwa sprawa.
Po chwili odsunęła termoizolacyjny boks i podniosła się z krzesła. Wyciągnęła telefon z torebki, podłączyła go do leżącej na kuchennym parapecie ładowarki i stanęła w drzwiach.
– Pozwolisz, że pójdę się przebrać w coś bardziej casualowego? – spytała i spojrzała na towarzysza, po czym nie słysząc protestu ruszyła do swojego pokoju. – Za kwadrans będę gotowa.

     Czas, który potrzebowała na zmianę wizerunku, Szymon wykorzystał podobnie – pozbył się błękitnej koszuli i czarnych garniturowych spodni, stawiając tym razem na sprawdzone dżinsy i ciemnoniebieską koszulkę polo. Gdy wrócił, jego towarzyszka właśnie kończyła makijaż. Ubrana w ciemne dżinsy i biały obcisły T-shirt z Marylin Monroe wyglądała obłędnie. Do małej torebki listonoszki włożyła portfel z dokumentami, okulary przeciwsłoneczne, a na rękę bransoletkę.

– Idziemy? – rzuciła, chowając do szuflady jasną szminkę. – Mamy intensywne plany, jeśli chodzi o zwiedzanie miasta.

     Kiedy wieczorem powrócili do hotelu asystenckiego, oboje byli w doskonałych nastrojach. Pozwolili sobie na lampkę czerwonego wina w jednej z restauracji na rynku. Rozstali się przy wejściu do mieszkania Igi. Dziewczyna po zamknięciu drzwi odwiesiła torebkę na wieszak, zdjęła buty i przeszła do kuchni. Z lodówki wyciągnęła resztę lemoniady i nalała dużą szklankę, dosypała kilka kostek lodu i usiadła przy oknie. Ten dzień był wyjątkowo emocjonujący i kiedy zabrakło płynu w szkle, odstawiła go do zlewu i poszła spać. Tej nocy jej sny miały wyjątkowo erotyczny charakter.

       Kiedy następnego dnia kończyła analizę spektroskopową badanego związku, zadzwonił telefon. Zdjęła lateksowe rękawiczki i wyciągnęła aparat z kieszeni fartucha. W ekranu uśmiechała się do niej Agata. Wyszła z pracowni i odebrała połączenie:

– No dzień dobry, kochana, jak Barcelona? – spytała siadając na drewnianej ławce. – Pogoda dopisuje?
– Iga. – Jej przyjaciółka łkała i z trudem wypowiadała słowa. – Mieliśmy wypadek, jesteśmy... w szpitalu... w Cieszynie. Rafała operują.
– Uspokój się, zaraz wsiadam w samochód i przyjeżdżam do ciebie – odpowiedziała Iga, w głowie już ustalając plan działania. – Za trzy godziny powinnam już tam być. Trzymaj się.

     Wsunęła telefon do kieszeni dżinsów i po zamknięciu pracowni ruszyła do swojego pokoju. Fartuch odwiesiła na wieszak i wyłączyła komputer. Już miała wychodzić, gdy uświadomiła sobie, że jej samochód nadal jej w warsztacie. Wpadła w panikę. I wtedy na jej drodze znów stanął Szymon.

– Szymon?! – mówiąc to odstawiła torbę na krzesło i spojrzała na mężczyznę. – Pomożesz mi? Muszę jechać do Cieszyna, a nie mam samochodu, bo został w warsztacie. Pożyczysz mi swój?
Dawidowicz podszedł bliżej i położył dłonie na jej barkach.
– Coś się stało? – spytał. – Siadaj na krześle, pójdę do Antka i poproszę go, aby zajrzał do moich preparatów, a następnie pojedziemy gdziekolwiek chcesz, dobrze?
– Dziękuję.– Dziewczyna usiadła spokojnie na krześle i zerknęła ponownie na niego. – Dziękuję.

   Piętnaście minut później jechali już w kierunku Cieszyna. Iga niepewnie wpatrywała się w zmieniające się krajobrazy za oknem.
– Co się stało, Iga? – ponowił pytanie Szymon, gdy zatrzymali się przed sygnalizacją świetlną.
– Moja koleżanka Agata miała wypadek samochodowy, wracała z urlopu ze swoim facetem – tłumaczyła dziewczyna, patrząc w kierunku rozmówcy. – Jest mi bardzo bliska, dlatego chcę być przy niej w tak trudnych momentach.
– Rozumiem, dobrze mieć kogoś takiego – mężczyzna wrzucił odpowiedni bieg i spokojnie ruszył do przodu. –Na pewno nic się złego nie stało i zabierzemy Agatę i jej faceta do domu.

      Po dwóch godzinach dojechali do szpitala w Cieszynie. Szybko odnaleźli blok operacyjny, przed którym siedziała zaopatrzona w kołnierz ortopedyczny i kroplówkę Agata.

– Aguś! – Iga podbiegła do przyjaciółki i mocno ją objęła. – Co się stało?
– Jakiś wariat wjechał w nas na autostradzie, Rafał uderzył w barierkę – Zawadzka nakryła twarz dłońmi i zaczęła głośno płakać. – Wołałam do niego, ale nie reagował. Boże, Iga !
– Spokojnie, jeżeli go operują, to znaczy, że żyje.
Gdy ją tak uspokajała, do przyjaciółek podszedł Szymon.
– Agata, ja wiem, że to nie najlepszy moment, ale poznaj Szymona. To nasz nowy kolega.
– Szymon Dawidowicz. – Mężczyzna podał zapłakanej blondynce dłoń. – Dużo dobrego o tobie słyszałem.
– Agata Zawadzka. – Dziewczyna podniosła się i delikatnie uśmiechnęła. – Kolega?

    W tym momencie drzwi bloku operacyjnego rozsunęły się i na korytarz wyszedł lekarz. Minę miał ponurą i smętną. Agata odwróciła się do niego i stanęła jak wryta.

– Pani Agato, mimo naszych najszczerszych chęci nic nie mogliśmy zrobić – powiedział.
Po tych słowach Szymon przybliżył się do Agaty, widząc, że ta stoi niepewnie.
– Pani mąż nie żyje – ciągnął lekarz. – Uraz głowy okazał się fatalny w skutkach, doszło do śmierci pnia mózgu.

    Dziewczyna spojrzała z niedowierzaniem na chirurga i nagle zrobiło jej się ciemno przed oczami. Tylko refleks Szymona pozwolił na uniknięcie upadku.
– Siostro, proszę zabrać pacjentkę na jej salę – zawołał lekarz młodziutką pielęgniarkę z wózkiem. – Podamy diazepam i pobierzemy krew na hematokryt.
– Dobrze, panie doktorze – odpowiedziała.
Szymon położył omdlałą dziewczynę do wózka i spojrzał na Igę:
– Coś jeszcze?

     Następnie lekarze odtransportowali nieprzytomną Agatę na oddział, a Iga usiadła zrezygnowana na krześle. Szymon po chwili dosiadł się do niej i objął przyjacielsko ramieniem.

– Poradzi sobie. Ma ciebie i to najważniejsze – szepnął, gdy dziewczyna położyła głowę na jego ramieniu. – To dla niej będzie trudne, ale poradzi sobie. Ty jej pomożesz.

Dwie godziny później Iga siedziała przy łóżku przyjaciółki. Szymon oddalił się do bufetu, nie chcąc zakłócać swoją obecnością tej intymnej chwili.

Gdzieś około dziewiętnastej w bufecie pojawiła się Iga.
– Szymon? Agata dostała wypis, możemy jechać.
– Jasne – mówiąc to mężczyzna wyrzucił do kosza jednorazowy kubek po kawie. – Jak ona się trzyma?
– Jest załamana, ale na szczęście jej życiu nic nie zagraża.
Przystanęła i złożyła delikatny pocałunek na policzku towarzysza.
– Dziękuję ci – powiedziała.

       Następnego ranka Iga wychodziła do pracy z duszą na ramieniu. Bardzo martwiła się o przyjaciółkę, lecz musiała stawić się na wydziale. Naszykowała Agacie lekarstwa i śniadanie, lecz ta nawet nie zwróciła uwagi. W pracy cały czas myślami była z nią. Czekała także na przyjazd jej matki, mieszkającej na co dzień na Mazurach, która obiecała przyjechać. Około południa kobieta pojawiła się w budynku instytutu.

– Dzień dobry, pani Igo – przywitała się, gdy Iga wyszła z pokoju. – Przepraszam, że dopiero teraz.
– Nic się nie stało, pani Gosiu. Agata jest w mieszkaniu, śpi – mówiąc to wyciągnęła z fartucha klucze do drzwi, by jej wręczyć. – Niech pani do niej pojedzie. Ja za dwie, trzy godziny wrócę do domu.
– W porządku. Dziękuję, że pani do mnie zadzwoniła. – Przytuliła koleżankę córki. – Pójdę już.

      Po pracy Iga wcale nie miała ochoty wracać do domu. Długo spacerowała po mieście rozmyślając o dramacie, jaki przeżywała jej Agata. Nie tylko to wytrącało ją z w równowagi. Zbliżał się kolejny termin wizyty w poradni chorób genetycznych, co było dla niej zawsze szczególnie trudnym przeżyciem. Zarówno jej matka, jak i babcia umarły z powodu raka piersi, a ona – jak się okazało – miała dodatni wynik badania na mutację genową BRCA1.
 
   Od pogrzebu Rafała minęło już kilka dni. Agata była w dalszym ciągu na silnych lekach przeciwlękowych. Tamtego dnia, kiedy Iga szła na spotkanie z genetykiem i ginekologiem, padał deszcz. Miała na sobie granatowe dżinsy, białą koszulę i czerwoną marynarkę. W dłoniach trzymała czarną skórzaną torebkę. Kiedy weszła do przychodni, poczuła przejmujący chłód. Szary, zimny wystrój budynku nie poprawiał nastroju. Wyciągnęła z portfela dokumenty i podeszła do rejestracji. Uśmiechnięta młoda kobieta szybko podała jej kartotekę i wskazała gabinet, w którym na Zakrzewską czekał już doktor Janusz Kwaśniewski.

       Weszła do środka. Na czarnym krześle siedział znany jej starszy mężczyzna w białym kitlu.

– Witam, pani Igo – przywitał się. – Jak się pani czuje?
– Dobrze, żadnych niepokojących dolegliwości – rzekła dziewczyna i usiadła naprzeciwko lekarza. – Panie doktorze, czy są już ponowne wyniki badania mutacji?
– Czekamy jeszcze na genetyka, on panią powiadomi o wszystkim – mówiąc to doktor odłożył trzymany w dłoniach długopis i wskazał pacjentce fotel. – Zapraszam na badanie.
Zdjęła zbędne odzienie i zdenerwowana położyła się na fotelu. Słyszała, jak lekarz myje dłonie i zakłada rękawiczki. Przełknęła ślinę i starała odsunąć złe myśli, gdy rozpoczął badanie. Po kilku minutach ciszy ktoś zapukał do drzwi i spytał:
– Janusz, jesteś?
Wkrótce w gabinecie pojawił się młody mężczyzna w białej koszuli z krawatem w paski.
– Pani Iga?
– Marcin, zaraz skończymy. – Kwaśniewski tylko się uśmiechnął. – Kończymy.

     Kilka chwil później Iga siedziała już na swoim miejscu. Młodo wyglądający lekarz Marcin Sienkiewicz otworzył szarą kopertę i zaczął mówić:
– Pani Igo, jak pani wie, powtórzyliśmy badania genetyczne i otrzymaliśmy dodatni wynik mutacji BRCA1 i ujemny wynik BRCA2. – Przerwał i spojrzał z niepokojem na pacjentkę. – Ze względu także na wywiad rodzinny, czyli to, że pani matka zachorowała na raka w wieku dwudziestu czterech lat, chciałbym pani zaproponować pewien schemat działania.

– Słucham uważnie, panie doktorze. – Iga wyciągnęła z torebki notes i długopis. – Proszę nie owijać w bawełnę.
– Raz na pół roku wizyta u lekarza i badania piersi plus rezonans magnetyczny do ukończenia przez panią trzydziestego roku życia, oprócz tego comiesięczna samokontrola piersi. – Spojrzał na zdenerwowaną dziewczynę. – A za kilkanaście lat operacja usunięcia piersi i jajników. Oczywiście, jak urodzi pani dzieci.

      Rozmawiali jeszcze długo o wszystkich za i przeciw. W końcu Iga wyszła z gabinetu załamana. W niewielkim sklepie niedaleko kupiła butelkę wina i ruszyła w kierunku swojego mieszkania. Kiedy szła korytarzem, poczuła nieodpartą chęć wygadania się komuś, lecz nie chciała wylewać swoich problemów przed Agatą, która przeżywała żałobę po narzeczonym. Początkowo planowała zadzwonić do Majki. Lecz znów pojawił się Szymon.

– Iga, co się stało? – spytał widząc jej przekrwione oczy. – Iga?
– Napijesz się ze mną, Szymon? – spytała i wyciągnęła z torebki butelkę wina.
– Wejdź. – Zaprosił ją do swojego mieszkania – Iga, co się stało?
– Przytul mnie. – Zrzuciła z siebie marynarkę. – Zrób to i nie pytaj o nic.

     Stali tak wtuleni w siebie przez kilka chwil. Szymon był zaskoczony reakcją Igi – od początku znajomości sądził, że jest twardą kobietą. Po chwili uścisk zelżał. Dziewczyna otarła łzy, poprawiła opadające na twarz włosy i odsunęła się.

– Przepraszam, miałam paskudny dzień – rzekła, gdy już się pozbierała. – Napijemy się tego wina?
Przyniósł z kuchni dwa kieliszki i korkociąg. Usiadła na sofie i rozejrzała się dookoła. Na podłodze stały liczne kartony, a na ścianie wisiały dwie fotografie – jeden przedstawiał uśmiechniętą młodą blondynkę, a drugi jakąś starszą kobietę. Dawidowicz usiadł obok koleżanki.
– Wystraszyłem się, jak zobaczyłem cię w takim stanie, Iga.

     Nie wiedziała, co ją pchnęło do tego kroku. Kiedy tylko odwrócił się do niej, skradła mu pocałunek… i to nie jeden. Po chwili to on składał pocałunki na jej szyi. Emocje połączone z odrobiną czerwonego wina rozbujały erotyczne napięcie między tą dwójką. Wkrótce w mieszkaniu było słychać tylko ciche jęki miłosnego uniesienia.

     Kiedy dziewczyna obudziła się w środku nocy, była zdezorientowana. Zerknęła kątem oka na wiszący na ścianie zegarek i ostrożnie wyswobodziła z ramion Szymona. Korzystając ze światła sączącego się z niewielkiej lampki zebrała swoje rzeczy i po cichu wyszła z mieszkania. W jej lokalu czekała już Agata. Siedziała w salonie przy włączonym telewizorze.

– Ty wiesz, która jest godzina? – spytała. – Martwiłam się, nie odbierałaś telefonów. Idziemy jutro do fryzjera.
– Musiałam pobyć sama – odpowiedziała Zakrzewska i odłożyła torebkę na szafkę. – Co ty z tymi włosami?
– Twoje włosy po seksie nie wyglądają najlepiej. – Agata uśmiechnęła się chyba pierwszy raz od wypadku. – Czy nasz nowy sąsiad jest dobry w te klocki?

      Sobota była leniwa. Po seksie z Szymonem Iga miała ochotę zapaść się pod ziemię, więc kiedy ten przyniósł jej zapomniane rzeczy, odmówiła spotkania z nim. Agata odebrała przesyłkę i z ledwo hamowanym śmiechem wróciła do przyjaciółki.
– Aż tak źle było? – spytała odkładając koszulę na krzesło. – Iga? Co było nie tak?
– Chyba tylko przyczyna tego incydentu. – Zakrzewska podniosła się z łóżka i wyciągnęła z torebki blister z tabletkami. – Byłam trochę zdołowana po wizycie u ginekologa i zbyt pijana by rozsądnie myśleć.

– Rozumiem. – Blondynka usiadła na łóżku obok przyjaciółki. – Seks pijacki również jest dobry.

– Jasne, ale wstyd.

      Kiedy nastał poniedziałek, dzień odprawy zakładowej, Iga miała mieszane uczucia. Z jednej strony oboje byli dorosłymi ludźmi, lecz z drugiej czuła wstyd z powodu okoliczności tego zbliżenia.
Szymon od razu wyczuł jej dystans. Usiadła w drugim końcu sali i zaraz po odprawie zniknęła w pracowni. Kiedy skupiała się na pracy, nie myślała o wydarzeniach poprzedniego weekendu.
Znalazł jednak sposób, by nakłonić ją do rozmowy. Kiedy weszła do magazynku po potrzebne odczynniki, zamknął od wewnątrz drzwi i stanął przy nich.

– Iga, porozmawiajmy – rzekł spokojnym głosem. – Jeżeli cię uraziłem albo coś powiedziałem…

– Szymon, byłam pijana i zdenerwowana, potrzebowałam pocieszenia – mówiąc to odstawiła szklane naczynko na blat roboczy. – Stało się, po prostu. Było cudownie, ale więcej to się nie wydarzy.

– Nawet jak cię upiję? – spytał z błyskiem w oku. – Iga, jesteśmy dorośli, możemy uprawiać seks, chodzić na randki, do kina, na spacery.

– Chłopaku, ja żyję z wyrokiem. Po co wiązać się z kobietą, która w każdej chwili może zachorować na raka? – Odwróciła się na chwilę, by otrzeć łzy – Jesteś fajnym facetem, więc bez problemu znajdziesz sobie zdrową kobietę, która urodzi ci dzieci.

– Ale ja chcę ciebie – odrzekł i podszedł do niej, by ją objąć. – Nie mówmy sobie „nie”…

       Odetchnął z ulgą, gdy uśmiechnęła się i rozluźniła. Poprawił jej włosy, pocałował w czoło i po chwili otworzył drzwi. Poprawił jeszcze swój fartuch i wziął z półki rzeczy.
– Miłej dalszej pracy – rzekł. – Trzymaj się.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Tworzę to dla Was . Pokażcie się.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.