środa, 14 grudnia 2016

[5 mil do szczęścia] Gwiazd naszych wina...

Witam Was kochane w środowe przedpołudnie .

Co porabiacie ?

Ja aktualnie paraduję po mieszkaniu w piżamie i próbuję coś robić, co by nie myśleć o kaszlu i kolejnej nieprzespanej przez niego nocy .

Obiecałam Wam kolejny fragment, więc zapraszam do czytania i komentowania, wszystkie uwagi mile widziane.






     Szymon nerwowo przechadzał się obskurnym korytarzem, który oddzielał salę konsultacyjną oddziału onkologii od reszty pomieszczeń. Przez szybę widział przerażoną Igę, która
siedziała przed zespołem specjalistów – onkologiem, chirurgiem, chemioterapeutą i radioterapeutą. Był wczesny piątkowy poranek. Konsylium miało zdecydować o najskuteczniejszej metodzie leczenia. Zmęczony oczekiwaniem zasiadł na drewnianej, chybocącej się ławce i przymknął na chwilę oczy.

     Lekarze od kilku już minut próbowali przekonać Igę do najlepszej metody leczenia, choć i w tym temacie nie byli w pełni zgodni. Przekrzykiwali się, wyrzucając z siebie co raz to gorsze powikłania, które były możliwe przy każdym sposobie leczenia.

– Nie zgadzam się na operację – odparła nagle, gdy już zamilkli. – Nie zgadzam się.

– Ale pani Igo, operacja daje największą szansę, zwłaszcza w połączeniu z terapią uzupełniającą – zdziwił się chirurg, wy-raźnie nie rozumiejąc twardej postawy swojej pacjentki. – Niech pani to jeszcze przemyśli.

– Nie zrozumiał mnie pan, doktorze – odrzekła Iga i wyprostowała się przyjmując pewniejszą postawę. – Nie chcę operacji oszczędzającej, bo wiem, że gdyby mojej mamie zaproponowano
od razu mastektomię, to najprawdopodobniej żyłaby teraz.

– Mastektomia? Chce się pani okaleczyć na całe życie? – próbował jeszcze przekonać Igę terapeuta. – Niech się pani jeszcze...

– Pani Igo, proszę podejść po spotkaniu do dyżurki lekarskiej na chirurgii, ustalimy termin operacji – odparł z kolei chirurg, gdyż zrozumiał, iż dziewczyna nie zmieni zdania. – Kończymy.

Wyszła z pomieszczenia bez słowa i od razu skierowała się ku schodom. Szymon w ostatniej chwili ją dogonił i ujrzał na jej twarzy pierwsze od długiego czasu łzy. Objął ją z całej siły i po-
całował. Otarła łzy i razem bez słowa zeszli na oddział chirurgii.

– Pani Igo, planowany termin operacji to dopiero druga połowa marca – oznajmił jej chirurg. – Ewentualnie w poniedziałek, bo pacjentka zapisana na ten termin była zmuszona go przesunąć.

– To ja poproszę ten poniedziałek – odparła Iga do swojego chirurga. – Będę gotowa, badania mam aktualne, a dobrze wiemy, że z każdym dniem zwiększa się ryzyko przerzutu.

Szymon pomógł jej założyć kurtkę, objął ramieniem i razem w milczeniu opuścili oddział. Wsiedli do samochodu i ruszyli w kierunku akademika.

– Jedź do pracy, chcę zostać sama – rzekła wysiadając z samo-chodu. – Muszę przygotować się mentalnie do zabiegu.

Włączyła pranie z najpotrzebniejszymi rzeczami, odpisała na wszelkie zaległe maile, popłaciła rachunki i przygotowała dla Szymona kolację – chciała spędzić z nim ten wieczór. Głęboko
z szuflady wyciągnęła nawet komplet seksownej bielizny – w końcu po operacji nie będzie mogła sobie na coś takiego pozwolić.

Kiedy wrócił z uczelni i otworzył drzwi mieszkania, nieomal padł z wrażenia. Na środku salonu stał stół nakryty białym obrusem, dwa krzesła, a w tle leciała cicha romantyczna muzyka.

Odwiesił kurtkę na wieszak, torbę postawił na szafce i ruszył do kuchni. Przy kuchence stała Iga, ubrana w obcisłą i krótką sukienkę, w piekielnie wysokich szpilkach i fartuszku niczym pani domu.

– Witam pana – rzekła głosem pełnym erotyzmu. – Kolacja za chwilę będzie gotowa.

Usiadł przy przygotowanym stole i nalał sobie wina. Obserwował, jak Iga walczy ze szpilkami krzątając się po kuchni.

Wyciągnęła z piekarnika aromatyczną pierś z kaczki, odstawiła mięso na blat i zajęła się dodatkami. Na talerzach znalazły się pieczone ósemki ziemniaków, szparagi z wody i smażone na maśle
jabłka. Po chwili ułożyła pokroje w plastry piersi – symbolika była oczywista – i podała chłopakowi talerz.

– Smacznego – rzekła, usiadła naprzeciwko niego i polała danie sosem z czerwonego wina i żurawin. – Jak w pracy?

– W porządku. Mieliśmy odprawę w związku z twoją nieobecnością, ale generalnie nudy. – Po tej krótkiej relacji Szymon włożył do ust kawałek mięsa i poczuł błogie uczucie. – Gdzie ty się
nauczyłaś tak gotować?

Po kolacji Iga wyciągnęła z zamrażalnika truskawki otoczone gorzką czekoladą. Szymon zebrał brudne naczynia i po chwili siedzieli w salonie, otoczeni cichą muzyką i blaskiem świec. Spora ilość alkoholu rozbudziła ich erotyczne żądze. Iga pozbyła się szpilek i pociągnęła chłopaka do tańca.

– Jesteś zmęczona? – spytał, gdy muzyka ucichła. – Może powinnaś odpocząć?

– Nie chcę spać, chcę tańczyć – odparła.

Wtuliła się w niego i odetchnęła z ulgą.

Kiedy obudziła się w jego sypialni, to po pierwsze uświadomiła sobie, że miejsce obok jest puste. Założyła jego koszulę,związała włosy i ruszyła do salonu. Szymon siedział w salonie na kanapie i popijał z dużego kubka kawę. Miał na sobie biały T-shirt, rozpiętą czerwoną koszulę i ciemne dżinsy.

Usiadła obok niego i wtuliła się.

– Dzień dobry, kochanie. Coś się stało?

– Rozmyślam o tym wszystkim, co przed nami – powiedział, po czym odstawił laptopa na blat biurka i podniósł się do pionu.

– Mam nadzieję, że wszystko się ułoży.

– Nawet nie wiesz, jak o tym marzę – odparła i założyła leżące na stoliku okulary. – Zjemy śniadanie? – spytała.

– Nie jestem głodny, ale przygotuję dla ciebie wszystko, o czym marzysz – rzekł Szymon, podchodząc do ukochanej. – Chyba, że nie myślisz tutaj o jedzeniu?

Iga tylko zachichotała, gdy mężczyzna składał pocałunki na jej szyi. Chęć na śniadanie zdecydowanie jej przeszła, ustępując innemu – o wiele milszemu uczuciu.

Po nietypowym śniadaniu Iga wróciła do siebie. Zebrała z suszarni pranie i bez zbędnych słów zabrała się za prasowanie i pakowanie torby do szpitala.

– Czy ktoś cię odwiezie? – spytała ją Agata. – Mogę poprosić Ankę albo Grześka, zastąpią mnie.

– Dziękuje ci, Agatko, ale poradzę sobie – odpowiedziała i wyciągnęła z szufl ady czystą bieliznę. – Będę potrzebować waszego wsparcia po operacji.

Agata podeszła do przyjaciółki i objęła ją z całej siły.

– Bardzo się o ciebie martwię. Przyjadę w poniedziałek wieczorem, zaraz po zajęciach.

Weekend minął zdecydowanie za szybko. Iga zamówiła taksówkę i kilka minut przed godziną siódmą, gdy wszyscy jeszcze spali, wyruszyła do szpitala. W izbie przyjęć było niewiele osób.
Rejestratorka szybko wywołała jej numerek i Zakrzewska ruszyła do okienka. Wyciągnęła z torebki skierowanie wraz z aktualnym dokumentem potwierdzającym ubezpieczenie. Kilka chwil
względnej ciszy i została pokierowana do pielęgniarki, która założyła jej opaskę na nadgarstek z danymi identyfikacyjnymi, a następnie zabrała na oddział chirurgii.

W tym czasie Szymon nie umiał znaleźć sobie miejsca. Sporo przed czasem wybrał się do pracy, aby zająć czymś myśli. W pracowni naukowej zakładu chemii organicznej kilka minut po
ósmej pojawił się kierownik

– Dzień dobry, panie Szymonie. Jakieś wieści od pani Igi?

Dawidowicz usiadł na taborecie i spojrzał na Krajewskiego.

– Cisza. – odparł. – Ale odwiedzę ją pod wieczór, aby upewnić się, czy wszystko w porządku.

Po wyjściu profesora Krajewskiego Szymon zajął się uzupełnianiem indeksów studentów i równocześnie sprawdzaniem kolokwium poprawkowego. Włożył słuchawki do uszu i zatracił się
w muzyce.

Na oddziale Iga ulokowała się z dwuosobowej sali. Pielęgniarka założyła jej wenflon, zrobiła elektrokardiogram i podłączyła kroplówkę z glukozą. Przebraną w szpitalną koszulę odwiedził
jeszcze chirurg, doktor Kwietniewski, wraz z anestezjolog, doktor Kożuchowską.

– Dzień dobry, pani Igo – przywitał się mężczyzna i podszedł łóżka. – Doktor Anna Maria Kożuchowska będzie czuwać nad pani stanem podczas zabiegu.

Lekarka podała dziewczynie rękę i usiadła na łóżku obok niej.

– Witam, pani Igo. Czy potwierdza pani wolę wykonania mastektomii? Czy jednak operację oszczędzającą? – spytała.

Zakrzewska zdjęła okulary i popatrzyła na specjalistów.

– Mastektomia to moja szansa na życie – potwierdziła. – Zróbmy to.

Kiedy skończyła się kroplówka, pojawiła się siostra Aniela.Przyniosła tabletkę zwaną w środowisku pacjentów głupim Jasiem. Iga wysłała ostatnie wiadomości, zdjęła okulary i po połknięciu pigułki ruszyła na blok operacyjny.

Pielęgniarka obłożyła pole operacyjne jałowymi chustami.Leżąca na stole operacyjnym Iga nagle straciła poczucie rzeczywistości. Z otchłani sennych marzeń wyrywały ją sygnały kon-
trolne od stojącej za stołem anestezjolog.

– Pani Igo, wszystko w porządku? – spytała doktor Kożuchowska. – Zaraz podamy anestetyki, może się trochę kręcić w głowie.

Podany przez lekarkę specyfik spowodował, że świat zawirował jak na karuzeli i po chwili Iga spała pod czujnym okiem specjalistów.

Trzy godziny, sto osiemdziesiąt minut, dziesięć tysięcy osiemset sekund. Tyle trwał pobyt Igi na sali operacyjnej. Lekko oszołomiona dziewczyna około godziny drugiej po południu, w asyście doktor Kożuchowskiej, powróciła do swojej sali. Jej współlokatorka spała właśnie po przebytym zabiegu.

– Siostro? – Iga z trudem zebrała siły, by poprosić o pomoc. –Mogłaby siostra podać mi telefon?

W odpowiedzi kobieta podeszła do niej i zmierzyła jej tętno.,

– Dziecinko, odpocznij – poprosiła. – Ktoś tam czeka na wieści?

– Mój przyjaciel, ostatnie połączenie jest właśnie od niego.

Siostra wybrała numer i podała aparat Idze.

– Dziękuję.



Szymon obserwował padający za oknem śnieg, gdy zadzwonił telefon. Wyciągnął z kieszeni spodni aparat i bez wahania odebrał połączenie.

– Szymon Dawidowicz, słucham? – podszedł bliżej okna i oparł się o granitowy parapet. – Słucham?

– Cześć, Szymek – usłyszał cichy, ale pewny głos Igi. – Już po operacji, żyję.

– Nie przewidywałem innego scenariusza – rzucił wesoło,

w głębi mocno oddychając z ulgą. – Wszystko w porządku?

– Tak, jestem słaba, ale trzymam się – odparła i nabrała powietrza do płuc, by dodać: – Przyjedziesz później?

– Obiecuję ci, że będę – rzekł spoglądając na zegarek. – Przyjadę około piątej.

Odłożyła telefon na kołdrę, chwila rozmowy kosztowała ją wiele energii. Siostra Aniela poprawiła kroplówkę, sprawdziła parametry i ruszyła do kolejnych pacjentek.

Około czwartej w sali numer dwa pojawił się doktor Kwietniewski. Ubrany w strój z bloku operacyjnego konsultował pacjentów pooperacyjnych.

Iga założyła okulary i delikatnie się uśmiechnęła.

– Dzień dobry, panie doktorze. Jak operacja?

Chirurg sprawdził parametry i w odpowiedzi puścił do dziewczyny oko.

– Wszystko w porządku, zmiana była niewielka i położona

głęboko w tkance. Jutro, jak pani odpocznie, to porozmawiamy o dalszym leczeniu. Wpadnę do pani z samego rana, a za dwie godziny pojawi się doktor Ania.

Po wizycie doktora Iga na chwilę przysnęła, Obudził ją pocałunek w czoło. Przed nią na chybocącym się taborecie siedział ubrany w zielony fartuszek Szymon.

– Cześć, długo jesteś? – spytała dziewczyna zakładając na nos okulary. – Jak na uczelni?

– Wszystko w najlepszym porządku – odparł, po czym wyciągnął z plecaka butelkę wody mineralnej i postawił ją na szafce obok łóżka. – Jak się czujesz?

Podniosła się delikatnie chcąc ulżyć kręgosłupowi.

– Chyba dobrze, dostaję spore dawki leków przeciwbólowych. Opowiadaj, jak moi studenci?

Miłą pogawędkę przerwał im alarm aparatury u sąsiadki Igi.

Na salę wpadła pani Ania wraz z zastępem pielęgniarek i wózkiem reanimacyjnym. Pielęgniarka z nocnej zmiany posadziła Igę na fotel i poprosiła, aby na czas działań ratujących życie opuściła
salę.

Iga okryła się szlafrokiem i poprawiła na wózku

– Podjedź do okna, proszę – poprosiła Szymona. – Chcę zobaczyć świat.

Chłopak bardzo delikatnie podjechał wózkiem pod okno. Padający śnieg uwidaczniał się jedynie w świetle latarni. Iga uśmiechnęła się spoglądając na ten obraz. Szymon usiadł obok niej i obserwował jej bladą twarz, obandażowaną klatkę piersiową, z której wystawał dren. Wyglądała na spokojną.

– Szukam cię wszędzie! – Nagle do ich uszu dotarł głos Agaty. – Gdzie się szlajasz?

Iga delikatnie się odwróciła i przyjęła buziaka na powitanie od Zawadzkiej.

– Hej, Agatka! Wyrzucili mnie z sali, więc siedzimy tutaj.

Trzydzieści minut później drzwi do sali numer dwa otworzyły się. W pierwszej kolejności wyszła pielęgniarka, która odwiozła Igę do pokoju. Łóżko po drugiej stronie pokoju było zasłonięte parawanem, a to znaczyło tylko jedno – kobieta zmarła. Iga wróciła na łóżko w towarzystwie Agaty i Szymona. Kiedy ciało zmarłej zostało zabrane, przy łóżku Igi pojawiła się pani doktor
– co było równoznaczne z pożegnaniem przyjaciół.

– Wpadnę do ciebie jutro – szepnął Szymon, całując czoło dziewczyny. – Śpij dobrze. Agata, odwiozę cię.

– Trzymaj się, kochana! – Agata wzięła kurtkę i ruszyła do

wyjścia. – Wpadnę w środę.

Chwilę po wyjściu przyjaciół Iga zasnęła pod wpływem leków.

W nocy na miejsce starszej kobiety pojawiła się osiemnastolatka po operacji wyrostka robaczkowego. Rudowłosa maturzystka – jak się potem okazało – bardzo ciężko przechodziła okres
pooperacyjny.

– Jak masz na imię? – spytała Iga, gdy dziewczyna nieco uspokoiła się. – Jestem Iga.

– Marzena – odparła rudowłosa i opadła bezsilnie na poduszki. – Przepraszam za moje zachowanie.

– Nic się nie stało, to naturalna reakcja organizmu – stwierdziła Zakrzewska podnosząc się z łóżka. – Odpocznij, jeszcze wcześniej.

Około ósmej, zaraz po porannym obchodzie, na oddziale pojawił się Szymon. Z uśmiechem przywitał Igę, przyniósł jej świeże rogaliki i sok pomarańczowy.

– Wpadłem rano, bo popołudniu mamy zebranie zakładowe

związane z tą konferencją w Sztokholmie – rzekł odkładając kubek na szafkę. – Dobrze spałaś?

– W miarę spokojnie – odparła i poprawiła się na brzegu łóżka. – Czekam na rozmowę z lekarzem.

Mężczyzna przysunął się bliżej.


– Od pielęgniarki wiem, że wszystko poszło wzorcowo – rzekł i wyciągnął z kieszeni bluzy czerwoną bransoletkę. – Zostawiłaś w fartuchu.

– Myślałam, że zgubiłam – ucieszyła się Iga i założyła sznureczek na nadgarstek. – Dziękuję.

Siedzieli tak w ciszy do dziewiątej. W końcu Szymon pożegnał się, zabrał rzeczy i zniknął. Iga zjadła śniadanie, pielęgniarka odłączyła kroplówkę i zaprowadziła do gabinetu zabiegowego,
gdzie czekał już doktor Kwietniewski.

– Dzień dobry, pani Igo, zapraszam – rzekł mężczyzna i wskazał Idze miejsce na kozetce. – Jak się pani czuje?

Usiadła na wskazanym przez chirurga miejscu

– W porządku, jestem generalnie obolała, ale leki przeciwbólowe dają radę. Jak to dokładnie wyglądało?

Lekarz zbliżył się do niej z uśmiechem.

– Jak już pani wczoraj wspominałem, guz był niewielki,gdyż miał wielkość ośmiu milimetrów – tłumaczył. – Był ładnie ukształtowany, zwarty. Po badaniu znacznikiem nie wykryto żadnych oznak rozsiewu nowotworowego, więc węzły pozostały nietknięte. Niech się pani położy, sprawdzę ranę.

Iga ułożyła się na wyściełanej zieloną flizeliną leżance. Chirurg założył rękawiczki, rozciął nożyczkami bandaż elastyczny, który okalał klatkę piersiową dziewczyny i delikatnie odchylił opatrunek. Wtedy uroniła trochę łez. Lekarz szybko podał jej ligninę i pomógł wstać.

– Proszę podejść ze mną do lustra – mówiąc to podał jej dłoń i doprowadził przed szklaną taf ę. – Niech się pani nie boi.

Iga niepewnie otworzyła oczy i zrozumiała, że nadal ma dwie piersi. W pierwszym momencie pomyślała, iż lekarze nie spełnili jej prośby, lecz po chwili ujrzała linie cięcia wokół brodawki.


– Rozmawiałem w piątek o pani przypadku z przedstawicielem firmy produkującej nowoczesne implanty piersiowe i na podstawie pomiarów dobraliśmy właśnie taki rozmiar – wyjaśniał lekarz i wyciągnął z szuflady biurka pakunek opisany nazwiskiem dziewczyny. – Guz był naprawdę niewielki i udało się zrobić mastektomię bez naruszania skóry, a po co ma za kilka miesięcy pani ponownie się operować? Pomyślałem, że zrobimy to w ramach jednej procedury.

Następnie stanął przy niej i podał jej specjalny stanik

– Dziękuję, doktorze – odrzekła nadal zdumiona. – Nie myślałam, że odzyskam pierś.

– Teraz poczekamy tylko na wynik histopatologii – uśmiechnął się do pacjentki. – Bądźmy dobrej myśli.

Kiedy wróciła na swoją salę, przy jej łóżku czekała ciotka Juli-
ta. Iga wpadła w jej ramiona.

– Dlaczego ja się muszę o twojej operacji dowiadywać od obcych? – spytała, ocierając łzy. – Wszystko w porządku?

Zakrzewska usiadła na łóżku i poprawiła koszulkę.

– Tak, w porządku. Przede mną najpewniej jeszcze chemioterapia, ale czuję się dobrze – odrzekła. – Mam nadzieję, że dziadkowie nie wiedzą?

Dwa kolejne dni minęły Idze głównie na odpoczynku. Kiedy w piątek rano, zaraz po obchodzie, lekarz poinformował ją, iż hospitalizacja została zakończona, z radości aż uściskała doktora
Kwietniewskiego. Przebrała się w dżinsy, luźną koszulę w czerwono-czarną kratę i kozaki. Gdy pielęgniarka wręczyła jej wypis wraz zaleceniami, w korytarzu ujrzała Szymona.

– Co ty tutaj robisz? – spytała, gdy podszedł do niej. – Nie dzwoniłam do ciebie.


– Inne dobre duszki dzwoniły – powiedział, po czym wyciągnął zza pleców bukiet i wręczył do pielęgniarce. – Dziękuję za opiekę nad moim kwiatuszkiem.

Objął ukochaną, wziął od niej bagaż i razem ruszyli do samochodu. Po drodze wykupili jeszcze recepty w aptece. Kiedy wrócili do domu, okazało się, że Iga jest tak osłabiona, że po chwili
rozmowy zasnęła. Po powrocie Agaty, Szymon pożegnał Igę w jej mieszkaniu i wrócił do siebie.

– Pokaż biust – rzuciła blondynka, wchodząc do pokoju przyjaciółki z kubkami gorącej herbaty. – Jaki rozmiar?

– Tak jak było – odrzekła, po czym rozpięła koszulę i odsłoniła opatrunek. – Jest jeszcze spuchnięty, ale wygląda dobrze.

Agata odstawiła kubek na stolik.

– Bardzo się martwił o ciebie. Szymon.

Iga zapięła ubranie i poprawiła na łóżku.

– Wiem, że się martwił. Kocha mnie. Ja go także.

Tydzień później Iga wróciła już do pełni sił. Oczekiwała jedynie na określenie typu nowotworu i dalsze leczenie. Znalazła nawet chęci, aby wrócić do pracy. Kiedy otrzymała wyniki badań
i z ust onkologa usłyszała, jak ma wyglądać cykl chemioterapii, pierwsze, co zrobiła, to poszła do fryzjera i z uśmiechem ścięła loki – z których perukarz miał przygotować odzienie na wypa-
dek, gdy włosy wypadną.

Weszła do polecanego w internecie salonu fryzjerskiego. Zdjęła kurtkę, podeszła do recepcji, gdzie młoda dziewczyna w czerwonych włosach wskazała jej wolne stanowisko i zawołała fry-
zjera. Chłopak po wysłuchaniu prośby Igi przygotował wszystko i zabrał się do roboty.

– A jaki kolor pani wybrała? – spytał. – Może blond?


– Chcę czerwień, ognistą –uśmiechnęła się, spoglądając na zdziwionego fryzjera. – Im żywsza, tym lepiej, bo włosy i tak wkrótce wypadną.

Po wizycie u fryzjera – już w nowym kolorze włosów – wybrała się na uczelnię. Ustaliła z szefostwem, że w miarę możliwości będzie kontynuować studia doktoranckie. Miała w planach cztery wlewy chemioterapii schematem ac co trzy tygodnie w czwartkowe przedpołudnia. Termin pierwszego wlewu ustalono na następny tydzień.

Sobotni wieczór – tak wyjątkowy, bo walentynkowy – spędziła na randce. Szymon kupił jej bukiet czerwonych róż, a po kolacji zaprosił na spacer. Dziewczyna w ramach spóźnionego
blisko o miesiąc prezentu urodzinowego podarowała mu markowy zegarek. Utwierdziła się też w przekonaniu, że dobrze wygląda w rubinowej czerwieni na głowie.

– Kocham cię – wyznała mu, gdy spacerowali po mieście. –Dziękuję, że jesteś przy mnie w tych trudnych czasach.

Objął ją z całych sił i złożył pocałunek przy świetle księżyca.Tak krótko się znali, a tyle już razem przeżyli.

Kiedy nastał czwartek, Iga przygotowała sobie w mieszkaniu wszelkie artykuły, które miały być jej potrzebne po wlewie. W zamrażalniku znalazły się różnorakie lody i mrożone soki, a w torebce, oprócz cukierków miętowych i iPoda, znalazła się także niebieska teczka z pracami studentów – a zatem leczenie pracą.

Pielęgniarka posadziła ją w ambulatorium, założyła wenflon i podłączyła pierwszy worek. W sali nie było zbyt wielu pacjentów. Iga rozłożyła fotel i włączyła muzykę. Dzięki temu, że zajmowała się tymi lekami na studiach podczas magisterki, wiedziała,czego się spodziewać. Ból, żyły, wypłukiwanie sodu, magnezu,potasu. Trzy godziny później było już na szczęście po wszystkim
i z ogromną reklamówką medykamentów wróciła do domu.

Gdy Agata i Szymon wrócili do akademika wieczorem, byli w szoku. Iga, zamiast odpoczywać po wlewie, zajęła się myciem okien, zmianą fi ranek i zasłon, a dodatkowo ugotowała barszcz
i napiekła krokietów z mięsem.

– Chyba muszę iść do tego jej chemika – szepnął Szymon do Agaty. – Bo ona to chyba zamiast leków dostaje dopalacze.

– Idź, idź, bo niedługo wymyśli remont – uśmiechnęła się Agata tylko do Igi. – Co na kolację?

– Barszczyk i ciepłe krokiety z mięsem, a w lodówce jest jesz-
cze galaretka z nóżek – rzuciła Iga, wycierając w serwetkę zabarwione od barszczu usta. – Jedz bo mizernie wyglądasz.

Kiedy pozmywała po kolacji i wyciągnęła pranie z pralki, dopiero wtedy poczuła, co przeszedł jej organizm. Założyła ciepłą piżamę i grube skarpetki, a następnie ulokowała się na łóżku
i włączyła telewizor, aby szybciej zasnąć.

Po kilku godzinach snu Agatę coś zaniepokoiło. Podniosła się z łóżka, założyła kapcie i wyszła z sypialni. W pierwszym momencie pomyślała, że to Iga odreagowuje w łazience wlew cytostaty-
ków, ale to, co zobaczyło, wprawiło ją w osłupienie. Jej najlepsza przyjaciółka ubrana w czerwoną flanelową piżamę, siedziała przy stole w kuchni i zajadała pozostawione w lodówce na dzień na-
stępny galaretki.

– Iga? – Agata podeszła do siedzącej dziewczyny. – Coś się stało?

– Jestem po prostu głodna. Czy to coś dziwnego? – uśmiechnęła się tylko, odkładając łyżkę na blat. – To przez te sterydy, które dostaję przy chemioterapii.

W tym samym czasie w mieszkanie obok Szymon siedział przed monitorem komputera. Z butelką piwa w dłoni po raz setny czytał maila, którego otrzymał.

‹Nadawca:› monika.staszewska@xxx.com

‹Temat:› Wróciłam i szukam.

Kochany Szymonie!!!

Minął rok od naszego ostatniego spotkania. Wiele się u mnie zmieniło od tego czasu. Chciałabym się z tobą spotkać i wyjaśnić to wszystko – tak poradził mi mój terapeuta.

Spotkajmy się.

Twoja na zawsze

Monika



Usunął maila i przymknął na chwilę oczy. Monika była miłością jego życia, lecz chorobliwa zazdrość zakończyła definitywnie ich związek. A teraz jego serce było już zajęte. Odstawił niedo-
pite piwo i położył się do łóżka – w końcu z samego rana miał jechać do pracy.

6 komentarzy :

  1. ładnie ukształtowany guz. jak to brzmi lol

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuję się zaspojlerowana!! <=nie wiem czy jest takie słowo.
    Muszę koniecznie przeczytać poprzednie wpisy. To jest dobre :)
    Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku! Mam nadzieję, że będzie kolejny post... Powiedz, że będzie!
    I dlaczego nie przeczytałam najpierw poprzednich postów? Muszę to nadrobić <3 Zakochałam się w tym <3

    booksureourworld.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie ciąg dalszy :) Jeszcze wiele przed nami :)

      Usuń
  4. ciekawe, ale troszkę denerwują mnie te myślniki i braki kropek :D

    OdpowiedzUsuń

Tworzę to dla Was . Pokażcie się.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.