wtorek, 6 grudnia 2016

[ 5 mil do szczęścia] Nie tego chciałam !


Witam was ponownie.

Przybywam z kolejną częścią 5 mil do szczęścia.

Miłego czytania.


Obudził ją silny ból z tyłu głowy. Z początku wydawało jej się, że to tylko migrena, z którą miała do czynienia już od dłuższego czasu. Wyciągnęła z szuflady niewielką kosmetyczkę w kolorze kawy z mlekiem, gdzie trzymała najpotrzebniejsze lekarstwa. Wyłuskała jedną tabletkę i popiła wodą, która stała na nocnej szafce.


– Iga, w porządku? – drzwi do pokoju uchyliły się i w pomieszczeniu pojawiła się Agata. – Idziemy do sklepu?


– Aga, ja na razie zostanę w domu – odparła i położyła się wygodnie na łóżku. – Ale obiecuję, że jak wrócisz, będę już w formie. Listę zostawiłam w kuchni na lodówce.


– W porządku, odpoczywaj.


Następnie Zawadzka przymknęła drzwi i po cichu skierowała się do kuchni.


Szymon sprzątał w mieszkaniu – ot zwykłe domowe czynności. Chociaż na stole w salonie leżała sterta niesprawdzonych prac kolokwialnych, nie umiał się za nie zabrać. Schował kartki do teczki, którą następnie ustawił na regale. Włączył czajnik i zagotował wodę na kawę. Otworzył okno, mimo iż na dworze było blisko minus piętnaście stopni. Potrzebował z kimś pogadać, jednakże jedyna osoba, której byłby skłonny się zwierzyć, przebywała obecnie na nartach gdzieś w Austrii ze swoją obecną zdobyczą.


Zrezygnowany wyciągnął z szafy mocno zakurzony i dawno nieużywany dres, szybko w niego wskoczył i wybiegł z mieszkania, trzaskając drzwiami.


Po przebiegnięciu kilku kilometrów przypadkiem natknął się na Agatę. Z pobliskiego marketu taszczyła dwie siatki z zakupami na organizowanego w hotelu sylwestra. Wziął od niej siatki
i razem wrócili do akademika.


– Martwię się o Igę – rzucił gdy przemierzali zaśnieżone uliczki. – Wygląda blado, mam wrażenie, że coś ją trapi.


– Jest zmęczona, tak wiele pracujemy, a ona jeszcze ma te zajęcia z licealistami – rzekła Zawadzka, przystanęła przy jednej z ławek i odetchnęła. – Była ostatnio u lekarza, ma dobre wyniki.


Pomógł jej wnieść zakupy do mieszkania, a gdy przemierzał korytarz z kuchni do wyjścia, zajrzał przez uchylone drzwi do pokoju Igi. Dziewczyna stała przed lustrem ubrana we flanelową piżamę z wałkami na włosach. Pchnął delikatnie drzwi i wszedł do pokoju.


– Hej, piękna! Dobrze wyglądasz.


– Dziękuję, za to ty bardzo seksownie w tym przepoconym dresie – uśmiechnęła się do niego i rzuciła w jego kierunku butelkę wody. – Przebierz się, a potem bierz do pompowania.


Mężczyzna puścił do Igi oczko i zniknął w holu. Ta zdjęła flanelowe odzienie, założyła czarne dżinsy i czerwoną koszulę w kratę.


– Zrobiłam tosty francuskie i kawę z mlekiem – odezwała się Agata, która stanęła w progu z talerzem grzanek. – Jak głowa?


– W porządku, to tylko migrena – odparła. – Wzięłam piguł-kę, prysznic i jestem jak nowa.


Po późnym śniadaniu dziewczyny zabrały się za przygotowanie poczęstunku na akademicki bal sylwestrowy. Z maseczkami na twarzy przygotowywały barszcz z pierożkami lub krokietami, muffi ny słodkie i wytrawne, a Duśka, doktorantka w zakładzie chemii analitycznej, a zarazem koleżanka z piętra niżej, przyniosła dwa półmiski roladek z szynki i żółtego sera.


– Dobra, dziewczyny, to co? Widzimy się po 20.00? – spytaładla pewności.


– Tak. Do miłego! – uśmiechnęła się sztucznie Iga, gdyż silny ból głowy odebrał jej cały humor. – Pójdę zmyć maseczkę.


Zamknęła za sobą drzwi do łazienki, usiadła na wannie i próbowała opanować nieprzyjemne odczucie. Zmoczyła miękki ręcznik i położyła go sobie na karku. Kilka chwil w ciszy i spokoju pozwoliło się jej pozbierać. Zdjęła wałki z głowy i podpięła loki żabkami.


– Iga, żyjesz? – spytała Agata podchodząc do drzwi – Iga?


– Już wychodzę – wyciągnęła z koszyczka szminkę i pomalowała nią usta. – W porządku.


Wzięła ze stolika kubek z kawą i usiadła na krześle w kuchni. Agata zagrzała krokiety i podała je przyjaciółce. Iga włączyła radio i spojrzała za okno na zaśnieżone okolice. Cieszyła się, że ten rok w końcu się zakończy. Był to generalnie dobry rok, ale myślami była już w nowym 2015 roku.


Szymon stał przed lustrem w łazience i ćwiczył przemowę oświadczynową. Układał ją w głowie od momentu, gdy na górnej półce w szafie znalazło się czerwone serduszko od jubilera. W dłoni trzymał maszynkę do golenia. Uśmiechnął się spoglądając na wiszący na wieszaku garnitur. Bał się odmowy, lecz wiedział, że jeśli nie spróbuje, to nie dowie się, jak jest naprawdęmiędzy nimi.


– Tyś mym aniołem, uśmiechem i strachem, moim oddechem


– uśmiechnął się sam do siebie nakładając na twarz piankę do golenia – moim westchnieniem, moim sumieniem, a także spojrzeniem. Kocham cię od momentu, gdy malinowy połączył nas aromat. Chcę cię zapytać, czy zechcesz mnie na swego męża?


Dwadzieścia minut zajęło mu doprowadzenie się do stanu używalności. Następnie założył ciemne dżinsy, błękitny T-shirt i siwą bluzę z kapturem. Zasiadł ponownie na sofie, włączył telewizor i skakał po kanałach jak opętany. Znudzony brakiem interesującego programu wyłączył odbiornik, zdjął z regału teczkę i zajął się sprawdzaniem kolokwiów. Kreślił całe zadania czerwonym długopisem, nie zastanawiając się nawet nad drugim dnem wypowiedzi.


Około godziny dwudziestej ubrany w garnitur ruszył do sąsiedniego mieszkania. W przedpokoju stały już obie znajome doktorantki. Iga, ubrana w czerwoną sukienkę z mnóstwem cekinów, które połyskiwały w świetle lampy, kończyła wykładać na paterę muffiny i tartinki. Agata stała w salonie i poprawiała włosy.


– Hej, piękne – rzucił wesoło całując Igę w policzek. – Gotowe na ten jedyny wieczór w roku?


Agata weszła do kuchni i oparła się o ścianę:
– Zawsze i wszędzie – odparła równie wesoło. – A ty?


Zeszli na dół, gdzie przygotowano miejsce do zabawy i tańców, a przy ścianach w kształt litery U zostały ustawione stoliki z krzesłami.


– Masz wszystko? – spytała konspiracyjnie Agata, gdy Szymon podszedł do niej w trakcie zabawy. – Nie boisz się?


– Piekielnie się boję, chyba bardziej niż przy obronie pracy doktorskiej – uśmiechnął się spoglądając na siedzącą przy stoliku z Dagmarą Igę. – Ale co ma być, to będzie.


Nie zauważyli nawet kiedy czas zleciał. Do północy zostało kilka minut. Iga z Szymonem i Agatą, Dagmara z chłopakiem i reszta ekipy wyszli przed budynek hotelu, by obserwować pokaz sztucznych ogni. Mężczyzna objął ukochaną kobietę i razem wyczekiwali godziny dwunastej zero. W dłoniach trzymali kieliszki ze schłodzonym szampanem.


Kiedy rozpoczęło się ostateczne odliczanie, Iga poczuła kolejny raz silny ból głowy. W momencie gdy prezenter w telewizji życzył szczęśliwego nowego roku, czuła się tak źle, że upuściła nawet kieliszek. Przeprosiła Szymona i zdezorientowana wróciła do hotelu. Ze szpilkami w dłoniach wbiegła po schodach na piętro, do swojego mieszkania. Położyła się na podłodze w salonie i dopiero teraz do niej dotarło, co się dzieje.


Tuż obok pojawił się spanikowany Szymon.


– Iguś, kochanie! – wykrzyczał prawie. – Iga?


– Szymon, zawieź mnie do szpitala – powiedziała i podniosła się na rękach. – Szymon, ja nic nie widzę.


Posadził ją na sofie, otulił kocem, a sam zniknął w swoim pokoju. Wyciągnął z szuflady kluczyki od samochodu i portfel, a następnie wrócił do dziewczyny. Siedziała przerażona w takiej pozie, w jakiej ją zostawił.


– Jestem, zaraz pojedziemy do szpitala – uspokajał ją, po czym wziął z szafy ciepłą kurtkę i otulił nią dziewczynę. – Chwyć mnieza szyję.


Wziął ją w ramiona i ostrożnie zniósł do samochodu. Posadził na tylnym siedzeniu, przypiął pasami i odpalił opla. Do szpitala im. Rydygiera, który miał tej nocy dyżur, dotarł po dwudziestu minutach. Stanął na podjeździe dla karetek i wniósł przerażoną Igę na teren izby przyjęć.


Zza kontuaru wyszła pielęgniarka.


– Co się stało? – spytała. – Co z nią?


– Moja dziewczyna straciła wzrok – wyjaśniał Dawidowicz, po czym położył ukochaną na wózek i poprawił włosy. – Ostatnio narzekała na silny ból głowy.
– Jak się pani nazywa? – spytała siostra, wprowadzając wózek na salę segregacji. – Halo?


– Iga Zakrzewska – odrzekła dziewczyna, na chwilę odzyskując jasność umysłu. – Gdzie jestem?


Szymon usiadł obok niej i chwycił ją za rękę


– Kochanie, jesteśmy w szpitalu. Spokojnie, zaraz ci ktoś pomoże.


Pielęgniarka wezwała lekarza, a zawczasu pobrała krem na badania i podłączyła kardiomonitor. Z pomocą Szymona przebrała Igę w szpitalną koszulkę.


– Witam, nazywam się Piotr Wręczycki, jestem lekarzem –przywitał się nagle z Szymonem brunet z gęstą brodą, po czym skierował się do leżącej na łóżku Igi. – Jak to się stało?


– Od dwóch dni bolała mnie głowa, ale miewam migreny, więc po prostu poratowałam się lekami przepisanymi przez neurologa – tłumaczyła mu dziewczyna i zacisnęła mocniej jego dłoń.– Ale chwilę przez północą ból stał się na tyle silny, że upuściłam kieliszek.


Po tych słowach lekarz spojrzał w jej niereagujące na światło oczy.


– Dobrze, zabierzemy panią na tomografię głowy i podamy lek na uspokojenie. A męża poprosimy o uzupełnienie dokumentacji.


Pielęgniarka wraz z lekarzem zabrali Igę do pracowni tomograficznej, a Szymon zabrał się za wypełnianie ankiety. Mijały minuty, a dziewczyny dalej nie było. Około drugiej pielęgniarka odwiozła śpiącą dziewczynę do sali segregacji.


– Panie Szymonie, lekarz chciałby z panem porozmawiać – rzekła szeptem, nie chcąc budzić pacjentki. – Czeka w pokoju lekarskim.


Szymon odłożył marynarkę na krzesło i ruszył za pielęgniarką.


Lekarz siedział przy starym dębowym biurku, a w pomieszczeniu unosił się zapach świeżo parzonej kawy.


– Panie Szymonie, u pana żony zostało zdiagnozowane zapalenie nerwu wzrokowego – rzekł ze spokojem w głosie. – Podajemy jej glikokortykosteroidy i rano zbada ją zarówno neurolog, jak i okulista.


– Czy ślepota ustąpi? – spytał strapionym głosem Dawidowicz, gdy dotarła do niego treść diagnozy. – Czy mogę z nią zostać?


– Niech pan pojedzie do domu, spakuje rzeczy żony i przyjedzie rano, ona dostała silne leki nasenne – próbował go pocieszyć lekarz. – Wszystko się ułoży.


Szymon wrócił na chwilę na salę segregacji, zostawił pielęgniarce swój numer telefonu, ucałował spocone czoło Igi i odjechał w kierunku akademiku. Impreza trwała w najlepsze. Wszedł niezauważony do budynku i od razu skierował się do mieszkania. Wyciągnął z szafy w sypialni dziewczyny torbę i spakował najpotrzebniejsze rzeczy. Po chwili zniknął we własnym lokum,
przebrał się w dżinsy i sweter. Włączył telewizor, lecz widok zadowolonych twarzy zbytnio go irytował. Mimo zaleceń lekarzy wrócił do szpitala.


Kiedy obudziła się rano, nie bardzo wiedziała, co się dzieje. Myślała, że jest środek nocy, gdyż wszędzie było ciemno. Dopiero po chwili przypomniała sobie wszystko. Odliczanie, ból, szpital.


– Szymon? – spytała spanikowana ściskając z całej siły dłoń mężczyzny. – Szymon?!


– Jestem, spokojnie – podniósł się z krzesła i objął Igę. – Spokojnie, masz zapalenie nerwów wzrokowych, dostajesz leki.


– Boże, Szymon! – panikowała coraz bardziej, o czym świadczyły w dobitny sposób odczyty na kardiomonitorze. – Boję się.


Około południa w izolatce pojawił się neurolog w asyście doktora Wręczyckiego. Wszystkie badania wykonali na tyle szybko, by nie męczyć pacjentki. Diagnoza była niepewna, a rokowanie nieoczywiste.
– Szymon, musiałabym zadzwonić do dziadków – poprosiła Iga. – Wybierzesz mi numer?


– Dobrze, tylko krótko – odrzekł, po czym wybrał na telefonie numer i podał go dziewczynie. – Krótko. Poczekam na zewnątrz.


Kupił sobie kawę z automatu i usiadł na drewnianej ławce. Wyciągnął z kieszeni spodni telefon i aż zaskoczyła go spora ilość połączeń nieodebranych i sms-ów.


– Hej, Szymon! – Po drugiej stronie łącza usłyszał głos Agaty. – I jak oświadczyny?


– Agata, Iga jest w szpitalu – wyrzucił szybko z siebie. – Nie przyjeżdżaj, bo i tak jest zestresowana. Wrócę do domu, to ci wszystko opowiem.


Najpierw jednak wrócił na salę do Igi. Dziewczyna roniła łzy po rozmowie z dziadkami. Objął ją i bez zbędnych słów głaska po plecach.


– Iga, zjedz coś – próbował ją namówić na kilka łyżek ciepłej zupy – Zrób to dla mnie, proszę.


Była w szpitalu przez tydzień. W jednym oku wzrok stopniowo powracał, lecz drugie nie reagowało na leczenie. W końcu załamana wymogła na lekarzach wypis do domu. I już pierwszego dnia odwiedzili ją dziadkowie.


Kiedy pani Misia ujrzała wnuczkę w stanie załamania nerwowego, objęła czule dziewczynę.


– Panie Szymonie, dziękuję, że pan dba o nią – rzekł Antoni siadając naprzeciw mężczyzny. – Jak to się wszystko zaczęło?


W sypialni Iga wypłakiwała się w ramionach babci. Emocje z całego tygodnia, tak skumulowane, w końcu musiały znaleźć ujście.


– Babciu, ja się boję – szepnęła wtulając się w babcię. – Przecież to od utraty wzroku zaczęła się choroba mamy. Mówiłam o tym lekarzowi, mam się skonsultować z onkologiem mamy.


– Kochanie, na pewno wszystko będzie dobrze – uspokajała ją pani Kraszewska, bez zbędnych słów głaskając po plecach. – Masz Szymona, masz nas.


Szymon postanowił na moment opuścić Igę, zostawiając ją z dziadkami. Potrzebował odreagować ostatnie wydarzenia. Zamknął się w mieszkaniu, wyłączył telefon i oglądając mecz piłki nożnej zalewał swój organizm zimnymi procentami. Kilka dni temu miał się jej oświadczyć, a teraz ona walczyła najprawdopodobniej ze śmiertelną chorobą, która zabrała jej matkę. Poczuł, jak traci grunt pod nogami.
W poniedziałek rano obudził go dzwonek. Podniósł się z łóżka, poprawił palcami włosy i otworzył drzwi. Jego oczom ukazała się wyszykowana do pracy Iga. Miała przewieszoną przez ramię aktówkę na długim pasku, w drugiej dłoni trzymała drewnianą rączkę parasola.


– Czy ty nie widzisz, która jest godzina? – powiedziała z uśmiechem wchodząc do jego mieszkania. – Do pracy idziemy.


– Lekarze powiedzieli jasno, że powinnaś odpoczywać – odrzekł spokojnie zakładając leżące na sofie dżinsy. – A nie pracować.


– Mam dzisiaj seminarium ze studentami i zebranie zakładowe – mówiąc to szatynka usiadła na fotelu i spojrzała ponownie na przyjaciela. – Ubieraj się, a ja zrobię kawę.




Widząc, że nic nie wskóra, Szymon wyciągnął z szafy czyste ubrania i zniknął w łazience. Iga mimo wciąż słabego wzroku zabrała się za parzenie kawy i przygotowanie śniadania dla chłopaka. Pomyślała, że chociaż trochę się tym odwdzięczy.


Pojawił się w kuchni w samych dżinsach i ręczniku na ramionach.


– Pięknie pachnie – pochwalił. – Dziękuję.


– Ty też robiłeś dla mnie śniadania, jak byłam w szpitalu – odparła i podała mu talerz z kanapkami i filiżankę. – Sprawdziłeś pracę studentów?
– Tak, są w astralonie na parapecie – mężczyzna podał Idze teczkę i skradł pocałunek. – Na pewno wszystko w porządku?


– Tak, siadajmy do śniadania, bo czas nas nagli – Iga uśmiechnęła się do chłopaka i usiadła przy stoliku.


Po śniadaniu ubrał się do końca, wrzucił do czarnego plecaka teczki i po schowaniu telefonu do kieszeni kurtki wraz z Igą opuścił mieszkanie.


– Chodźmy spacerkiem – odezwała się, widząc, że kieruje się do samochodu. – Jest taka ładna pogoda.


– W porządku, ale otul się szalikiem – stanął przed drzwiami i poprawił jej czerwoną wełnianą czapkę. – Pięknie wyglądasz.


Nawet nie zauważyła, kiedy dzień pracy dobiegł końca. Siedziała w gabinecie swojego szefa i nerwowo pocierała materiał spodni. Była zdenerwowana, gdyż obawiała się reakcji profesora
Krajewskiego na wieści, jakie miała mu do przekazania.


– Przepraszam pani Igo, że musiała pani czekać – rzekł wchodząc do swojego jasnego pomieszczenia na końcu korytarza. – Jak się pani czuje?


– Lepiej, ale lekarze chcą przeprowadzić dogłębną diagnostykę, co będzie się, profesorze, wiązało z kilkudniowym pobytem w szpitalu. – Po tych słowach szatynka odetchnęła głęboko i popatrzyła na minę swojego szefa. – Położyłabym się w środę,a w poniedziałek wrócę do pracy.


– Pani Igo, niech się pani nie martwi o pracę. Zorganizuję zastępstwo, a pani niech o siebie zadba, w marcu szykuje się konferencja w Sztokholmie. Chciałbym, abyście państwo wraz z doktorem Dawidowiczem przygotowali opracowanie wyników,ale to omówimy po pani powrocie ze szpitala. Na razie niech się pani skupi na sobie.


– Dziękuje profesorze, to bardzo dla mnie ważne – Iga uśmiechnęła się do Krajewskiego. – Czuje się lepiej, wiedząc, że mam gdzie wracać.


W środę z samego rana na oddział chorób wewnętrznych odwiózł ją Szymon. Pomógł jej dopełnić wszelkich formalności i pożegnał pocałunkiem, gdy pielęgniarka odprowadziła ją pod drzwi oddziału.


– Zadzwonię już po badaniach – odezwała się. – Kocham cię.


– Czekam na zdrową ciebie – uśmiechnął się delikatnie i machnął dłonią. – Trzymaj się.


Poczekał, aż drzwi oddzielające oddział od reszty szpitalnego molochu zamkną się. Zszedł na dół i ściągnął ochraniacze na buty. Wsiadł do zaparkowanego na pobliskim parkingu samo-
chodu i ruszył przed siebie.


Pielęgniarka o imieniu Nina i pięknych blond włosach zaprowadziła Igę do dwuosobowej sali, gdzie jedno z łóżek zajmowała niewiele starsza od Igi kobieta.


– Witam, pani Basiu – zwróciła się pielęgniarka do pacjentki.


– Przyprowadziłam pani towarzyszkę.


Iga podeszła do współlokatorki i podała jej dłoń.


– Cześć. Iga.


– Baśka, komplikacje po chemioterapii – z uśmiechem zaprezentowała się dziewczyna w chustce w biało-niebieskie kwiaty.– A ty z czym?


– Bardzo prawdopodobne, że rak piersi – odrzekła Iga i ubrana w granatową piżamę usiadła na swoim łóżku. – Moja matka zmarła, kiedy byłam mała


Pielęgniarka poinstruowała Igę co do planu badań i zniknęła w głębi oddziału. Zakrzewska wyciągnęła z niewielkiej torby najpotrzebniejsze rzeczy i schowała je do szafki. Na blacie została tylko książka, telefon i butelka wody mineralnej. Po kilku minutach w dwuosobowej sali pojawiła się pielęgniarka, która zabrała ją na pierwsze badania.


Kiedy Szymon dojechał do instytutu, od razu dopadła go tam Agata. Była wyraźnie zaniepokojona.


– I co z Igą? – spytała nie pozwalając mu nawet się rozebrać. – Jak się czuje? Co podejrzewają?


– Agata, spokojnie – odrzekł, po czym odwiesił kurtkę na wieszak i włączył ekspres. – Pielęgniarka zabrała ją na oddział, zrobią badania i za kilka dni wyjdzie.


Zawadzka usiadła na swoim miejscu.


– Bardzo się o nią martwię – stwierdziła smutno. – Odwiedzę ją po pracy.


Przedpołudnie minęło Idze bardzo szybko – badania, testy, ankiety – tym żyła przez kilka poprzednich godzin. Basia opo- wiedziała jej ciut więcej o sobie i swojej chorobie. Jak się okazało,
była młodą mamą, gdy wykryto u niej guza na nerce. Po operacji i chemioterapii dostała wielu powikłań i obecnie walczyła z nie- wydolnością pozostałej nerki. Iga była w szoku, gdy w niewiel-
kiej sali pojawił się jej mąż z dwójką małych dzieciaków.


Zaraz potem wyszła z sali i na korytarzu spotkała Agatę z pudełkiem pączków.


W sobotę popołudniu Iga pożegnała się z Basią, wymieniając przy tym numery telefonów. Szymon odebrał ją spod szpitala i ruszyli na obiad do galerii handlowej. Miała czekać na telefon,kiedy tylko na oddział dotrą wyniki badań.



Po tygodniu zamiast telefonu od lekarki dostała list polecony, wzywający do stawienia się na oddział. I już w tym momencie wiedziała, iż plany zawodowe i osobiste będą odłożone na półkę,a priorytetem będzie walka o życie.

1 komentarz :

  1. Iga da sobie radę i pokona chorobę, ma takie wsparcie że nie ma bata!

    OdpowiedzUsuń

Tworzę to dla Was . Pokażcie się.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.